rozczochrany-james blog

Twój nowy blog

11. Śledztwo

17 komentarzy

Kurde.. Ludzie jaki odpał! Wróciliśmy o 4 rano do dormitorium i od razu padliśmy na twarz na łóżko ze zmęczenia i z szerokimi uśmiechami usnęliśmy. Teraz nieprzytomni idziemy do SS (nie pytajcie jak sie ubraliśmy, umyliśmy <nawet ja nie wiem> a tym bardziej jak nam sie udało zwlec z łóżka..). Lunio już pewnie wrócił z Wrzeszczącej Chaty. Trzeba zobaczyć co z nim. Oby nic mu sie nie stało. Miesiąc temu w czasie przemiany źle stanął i złamał sobie przez to rękę (nie pytajcie jak on to zrobił.. On jest po prostu zdolny..).
Oczy lepiły mi się niemiłosiernie. Gdyby nie Syriusz o którego się opierałem, pewnie ponownie niebezpiecznie podłoga przybliżyłaby sie do mojego nosa jak wtedy gdy wstawałem.. Łapcio równie kulturalnie co ja opierał się o Petera, który, o dziwo, szedł wesołym, pewnym krokiem. Ahh.. No tak. Przecież Peter tak dobrze czuje się w skórze szczórka, że nie musiał się nawet przemieniać w człowieka, żeby się porządnie wyspać, co zapewne zrobił.. Faktycznie.. Petera nie było odkąd centaury zaczęły burzyć.. Pewnie stchóżył i uciekł spowrotem do WC, a z braku rozsądniejszych i wygodniejszych zajęć poszedł spać.. Pewnie spał na tej kupie szmat które leżą w szawce.. I to wszystko wyjaśnia.. Tą jego poranna nieobecność (czyli był na wczesnym śniadaniu w WS) i to że jest taki wypoczęty. Ehhh.. Ten Peter.. on to sie zawsze potrafi urządzić..
Jakoś udało nam sie dostać do SS niezauważalnie i tak jak sie spodziewaliśmy nie zastaliśmy tam Lunia. Nacisnąłem wiec „włącznik światła” i wszliśmy do sekretnego pokoiku Lunatyczka. Spał słotko wykończony i zmordowany wydarzeniami wczorajszej nocy. Na całe szczeście nie miał żadnych poważnych ran ani sianiaków.. Jednak sie przydaliśmy.. Nasz przyjaciel dzieki nam nie cierpiał bardziej niż musiał.. Nie chcąc go budzić bez słowa opuściliśmy jego pokoik i skierowaliśmy się w strone klasy od Historii Magii.
Pod klasą stała znudzona Lily. Gdy mnie tylko zobaczyła, ujrzałem na jej pięknej twarzyczce przepiękny usmiech kierowany (uwaga uwaga) do MNIE i cudowny błysk w jej migdałowych oczkach. Zaczęła biec w moim kierunku (cholera czy to nie sen..? Czy ja sie zaraz nie obudzę..? Nawet jak to sen nie chce sie budzić teraz.. Bogowie.. Dajcie mi jescze chwilkę!! BLAAAGAAM!!) i gdy była już przede mną rzuciła mi sie z radości (?!) na szyje.
- Jak dobrze że już jesteś- to chyba sen.. to jest sen.. to na pewno jest sen.. to nie ma moralnego prawa dziać sie na prawde.. A jeśli to sen to niech trwa..- Jamesiku..- zamruczała mi do ucha tak że aż przeszedł mnie cudowny dreszcz- mogę dzisiaj z Toba siedzieć? Bez Ciebie tak straaasznieee się nuudzęę..- nieprzytomnie pokiwałem głową na znak że sie zgadzam. Gdy wchodziliśmy do klasy, Lily była wtulona  w moje ramie, a ja obejmowałem ja za talie, podszedł do mnie Syrek z Dor na plecach (?!)
- Jestem w niebie- zaskrzeczał mi do ucha przyjaciel i oddaił się do swojej ławki.
- Coś sie stało Jamesiku..?- spytała słodziutko moja Luba.. Ymm.. Jak ona pięknie wymawia moje imie.. Ym..- Możemy już usiąść do ławki.?
- No jasne- powiedziałem wesoło i dalej przyciągająć Lily do siebie udaliśmy sie do ławki samego tyłu (wszyscy chcą tam siedzieć ale nie ma tak łatwo! Już wiedzą z czym to się wiąże i jak to się kończy.. Hehe.. ma sie tą pozycje.. <ekhem.. bez skojarzeń.. Ty wiesz że do Ciebie mówie.. – dopis autorki :D> ).  Przy ławce pusciłem ją aby mogła sobie wygodnie usiąść, a ona o dziwo sie przysunęła z krzesłem jak najbliżjej mnie.. O Mamuśku.. Jakie ja mam dzisiaj szczęście!! Ja od początku wiedziałem że ona mnie kocha tylko jest zbyt nieśmiała żety się do tego przyznać.. Jednak teraz się z tego wyzwoliła.. Już potrafi się do tego przyznać.. Ahhh.. Ta moja kochana Lily.. MOJA Lily.. Jak to pięknie brzmi.. Co to jest za kobieta.. Ymm.. Ona znów zaczęła wtulać sie w moje ramiona.. Boszeee.. A jak zrobie się czerwony..? JA?! CZERWONY?! No.. nigdy nie wiadomo.. Ona potrafi mnie do różnych jeszcze ni nieznanych stanów doprowadzić <TAK ZNÓ BEZ SKOJARZEŃ!! – przepraszam za wciecie.. :D>. Jest taka piękna, słodkia, kochana, inteligętna, wyjątkowa..
- Co robisz po lekcjach?- spytała zaczepliwie Lily NA LEKCJI! ONA mówi DO MNIE na LEKCJI!! Świat sie wali!
- Pewnie zaraz się dowiem..- odpowiedziałem zadowolony- mam jedno pytanie- powiedziałem zanim mi przerwała- a właściwie to dwa..- Jej słodkie zielone oczka wpatrywały się we mnie wyczekująco. Mógłbym sie tak w nie patrzeć wiekami i nic wiecej do szczęścia niepotrzebne.
- No wiec.. Pierwsze z nich to.. Od kiedy Ty rozmawiasz w czasie lekcji..?- wyrzuciłem z siebie to pytanie jak kule armatnią. Zaśmiała się pięknie. Tak dźwiecznie, delikatnie i cichutko..
- Od kąd siedzę z Tobą- przejechała mi palcem po ramieniu, a mnie przeszedł kolejny tego dnia dreszcz- Nie jestem taka grzeczna jak Ci sie wydawało..?
- Hm..- tak.. chyba ma racje..- taka nowina wcale a wcale mi nie przeszkadza- stwierdziłem z Huncwockim uśmiechem.
- A to drugie pytanie?- Jaki ona ma piękny głos.. Po prostu głos anioła.. Lecz nawet od jego głosu ona ma piękniejszy.. Moja Bogini.. Tak.. Już moja..- No to.. Co robimy po południu..?- Zapytałem poszeżając swój już i tak wielki uśmiech.
- A na co masz ochote..?- Zamruczała mi do ucha. Ludzie trzymajcie mnie bo ja się rozpływam.. Ona jest niesamowita..!
- Hmmm.. Umówisz się ze mną Evans?!- powiedziałem nie zapominając w takiej pięknej sytuacji o swojej nieśmiertelnej formułce. Odsuneła się i popatrzyła mi pewnie w oczy.
- Chyba śnisz Potter..- zaczęła lodowatym tonem-.. że uda Ci się z tego wyręcić- dokończyła wtulając się w moje ramie. Ona jest niewiarygodna!! Ah.. I za to ją kocham..
Niesamowita, jedyna, piękna, kochana, urocza, śliczna, delikatna, spontaniczna, doskonała, inteligentna..
- Mam nadzieje że mi nie dasz- odpowiedziałem zadowolony.
Mniej wecej tak nam zleciał dzień. Lily była dla mnie słodka jak puszka z karmelem i co było dziwne, mimo iż ” jadłem” z niej pełnymi łyszkami cały dzień, dalej nie  było mi za słodko, a wręcz chciałem jesczze wiecej. To jest jak kąpiel w czekoladzie, jak leżenie w pokoju wypełnionym mięciutkimi poduszeczkami, jak widok Filcha obrzuconego łajnobombami i rozglądającego się wściekle w celu znalezienia sprawcy. Ehh.. To jest prawdziwa przyjemność..
Lekcje przeleciały mi wyjątkowo szybko i bezboleśnie, a wręcz można by rzec że przyjemnie.. Dziwne.. Lecz nic nie przebijewidoku tych wszystkich zdziwionych (choć u facetów bardziej przyjaznych a u dziewczyn rozwścieczonych) wyrazów gęb jakie wywołaliśmy z Lilusią gdy weszliśmy wtuleni w siebie na drugie śniadanie. Mało tego że Lily była przytulona do mnie to jeszcze śmiała się głośno i dźwiecznie z moich kawałów!! Mój skarbek kochany, słoneczko na niebie  w pochmórne dni ( w słoneczne jest strassznie naburmuszona bo niby słońce nie daje jej spać.. Ale prawda jest taka że nikt nie lubi konkurencji.) moja jedyna, niezastąpiona, miłość mojego życia.. Później wzajemnie karmiliśmy się mlekiem z płatkami z jednej miski (nie takiej jakie maja psy.. co ja Łapa..?) I jeszcze jak raz jej mleko poleciało kącikiem ust, to tak słodko to zlizała. Ona jest naprawdę aniołem na Ziemi zesłanym mi z nieba. Jak sobie tylko tą sytuacje przypominam to od razu mi się samośmiejek włącza. To jest po prostu genialne! Teraz czekam na błoniach na moją Królową, moje Bustwo.. na mego anioła.
Powoli robio się ciemno. W końcu jesień się zbliża. Nagle Wielkie Drzwi sie uchyliły i zza nich wyszła moja Piekność.. Jak to pięknie brzmi.. moja.. Moja.. MOJA.. MOOJAA!! Była ubrana w zwiewną zieloną sukienkę, podkreślającą piękno jej sylwetki i oczu. Szła do mnie delikatnym, róznym krokiem. Wyglądała cudnie. Jej długie rude włosy falowały w rytm kroków. Gdy podeszła jeden z loków wpadł jej do ust. Dotchnąłem ją spontanicznie w policzek i wyjąłem niesforne włosy. Popatrzyła na mnie z wdzięcznością i uśmiechnęła się cudownie. Byliśmy sami na błoniach patrzą sobie w oczy. To dopiero początek ale reszta zostanie naszą tajemnicą (ani Lilka ani ja nic wam nie powiemy!! Się męczcie z domysłami!! *smiech szaleńca*)
     
# Oczkami Lily#

Z mieszanymi uczuciami wróciłam do dormitorium, rzucając się na łóżko. Cały dzień stracony! CAŁY DZIEŃ!! Od 7;30 do 19;30!! To jest straszne.. Dalej nic.. Ani jednej rzeczy mi się nie udało dowiedzieć.. Grrrr.. Głupi Potter!! Nie pisnął ani słówka..
Do pomieszczenia wpadła Dor z niewyraźną miną londując na swoim łóżku, a nie długo po niej równie niezadowolona Ann także rzuciła się na swoje wyrko. Po chwili milczenia mruknęłam.
- Wiecie coś..?- odpowiedziały mi niezadowolone pomruki. Cholera.. -..cały dzień zmarnowany..-jęknęłam. Dor podniosała się na łokciach i spojrzała na mnie.
- Nie do końca zmarnowany- powiedziała z uśmiechem. Walłam sie otwarta reka w czoło. No tak.. Dla niej to była czysta przyjemność (jak by nie mogła tak się zachowywać na co dzień.. ehhh)
- Całowaliście się?- spytała ożywiona Ann.
- Yhym- pokiwała twierdząco głową Dor.
- NIE!!- krzyknęłam przerażona. Dziewczyny popatrzyły na mnie dość dziwnie. Chyba sie zarumieniłam.
- Bo.. Ymm.. Ja przepraszam.. Przypomniało mi się moje spotkanie.. z.. Jam(ble! pfu! ple!) POTTEREM!- zmierzyły mnie wzrokiem. Przez nie bede zaraz wyglądać jak piwonia!!
- OPOWIADAJ!- krzyknęły razem rzucając na mnie po poduszce. Jedną dostałam w głowe, drugą w brzuch.
- Co za kobiety..- mruknęłam. Patrzyły na mnie wyczekująco- no dobra- odrzekłam zrezygnowana.
Usiadły po turecku na swoich łóżkach i z ciekawością pochłaniały każde moje słowo.  Usiadłam tak samo trzymajac poduszke pomiedzy nogami (biedna poduszeczka.. Chyba ja trochę wytarmosze..)- byliśmy na błoniach. Spacerowaliśmy. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. On chwycił mnie za rękę- westchnienie Ann. zignorowałam- później stanęliśmy nad jeziorkiem i patrzyliśmy sobie w oczy- przerwałam. Pożerały mnie wzrokiem- i mnie pocałował- nie mogłam powstrzymać rozmarzonej miny, którą szybko zastąpiłam odruchem wymiotnym, żeby się przypadkiem nie doczepiły do tego że mi sie podobało. Dziewczyny zapiszczały.
- Podobało Ci się- krzyknęła zadowolona Dor.
- A jednak w końcu Cię do siebie przekonał!- wtórowała jej Ann.
- To nie ma znaczenia- powiedziałam spokojnie- znaczenie ma to co powiedział mi potem-(no dobra.. nie odrazu po tym.. przyznaje sie.. dopiero pod koniec bo o tym zapomniałam.. no dobra.. przyznaje.. ale ciiii.. nie mówicie dziewczynom..) popatrzyły na mnie pytająco- spytałam co się dziejez Remim, że wiem, że jego ciocia nie choruje i że jest moim przyjacielem.. że chciałabym wiedzieć.. A on odpowiedział bardzo tajemniczo i zdawkowanie- wstrzymały oddech- powiedział:
„Cokolwiek się o nim dowiesz, pamietaj.. To nie jego wina.. On nie miał na to wpływu..”
- Ohhhh- usłyszałam w odpowiedzi zdziwione i podniecone (ekhem bez głupich skojarzeń.. tak do Ciebie mówie.. xDD –> dopis autorki) tym odkryciem odgłosy.
- Może on jest jakimś superbohaterem- spytała ożywiona Ann po chwili wzdychania.
- No właśnie- załapała temat Dor- Superbohaterowie nigdy nie wybierają.. oni po prostu dostają jakieś super mega, hiper, moce!- powoli wstawała z podniecenia swojego „genialnego” odkrycia.
- Może jest kimś na wzór spidermen`a..?- zawołałam zachwycona- albo batmen`a!- też wstawałam. Po prostu nie umiałam już usiedzieć na miejscu.
- Pewnie Potter i Black mu pomagają i dlatego są tacy odważni- rozległo się pukanie do drzwi.
- A może oni też mają jakieś megamoce..?- pisnęła Dor.
- I przez to są tacy przystojni!!- dopowiedziała Ann. Znów rozległo się pukanie, które i tym razem zignorowałyśmy.
- Dlatego wszystkie dziewczyny za nim latają!
- Pewnie są..- do dormitorium wszedł Syriusz i Potter, a za nimi ze spuszcona głową wszedł Remi.- ..bohaterami z różdżkami- powiedziałam ze słabnocym entuzjazmem (jak by ktoś wyjął z zasilania xDD –> dopis autorki <muusiaałaam :PP>)
- Chyba winen wam jestem wyjaśnienia- powiedział ponuro Lunio.
*************************************************************
Tak wiem.. Jestem beznadziejna.. Nie ma co.. Już od 1 miałam w końcu dokończyć przepisywać tę notkę ale jak widać dopiero teraz mi się to udało. Prepraszam bardzo.. Mam nadzieje, że jeszcze mnie nie zabijecie.. Choć w sumie.. Psii.. Jak wam sie chce to drzwi otwarte xDD.. Ale na mnie nie ma co się wysilać.. Ani tępić jakiegokolwiek narzędzia.. Jestem chyba niereformowalna xDD Następna nocia bedzie w przyszłym miesiącu. Na date sie nie umawiam bo i tak by sie spóźniła.. Pozdrawiam i przepraszam za opóźnienie..
Ps. Nie zawiadamiam o nowej notce gdyż mój czas siedzenia na kompie został drastycznie skrócony i nie mam na to czasu. Jedynie będę zawiadamiać na gg wiec jeśli ktoś chce to prosze o numer :)) Przepraszam za kłopot xD

10. Pełnia

6 komentarzy

W dormitorium panaowała ciemność. Jedyne światło jakie do niego wpadało pochodziło z uchylonych przez chwile drzwi przez które wchodził speszony Peter. Po ich zamknięciu stał chwile i nie wiedział jak sie ruszyc (badzmy szczezy.. to wcale nie przez straszny syf panujacy w naszym Krolestwie.. Tak nawiasem.. Jak by zrobil krok to gleba niebezpiecznie by sie do niego zblizyla walac go w nos, przez mojego adidasa, którego zapomnialem wziac po wczorajszym treningu..) Syriusz podszedł do niego cichutko i w jwednym momencie zaświecił mu różdżkę przed nosem i powiedział:
- Peterze Pettigriew, jak mogles- zaczal smiertelnie powaznym tonem0 zaczynac bardzo klopotliwy temat naszego szanownego przyjaciela i kompana, Remusa Lupina, narazajac NASZA tajemnice na ujawnienie?
-Ja-aa-a..- zaczal sie jakac ostarzony- to-oo.. noo.. nie bylo.. nie chcialem.. bo.. to-oo.. na-na-na prawde nie-ee bylo-oo.. to byl.. i..
- DOSC!!-przerwał mu chlodno Lapcio- nie tlumacz sie juz tylko nastepnym razem po prostu uwazaj..- dokonczyl juz normalnym tonem.
- Ta-aa-ak- odpowiedział wciaz zestresowany Pet.
- Zachowales sie nie fair- powiedzialem troche oskarzycielskim tonem- czy Lunio kiedys powiedzial jakis Twoj sekret?
- Nie- odparł speszony.
- Dajcie mu spokoj chlopaki- Lunio wstał z łozka i zaswiecil swiatlo- trzeba im w koncu powiedziec- powiedzial to lekko zdolowany, lecz starał sie to ukryc.
- Lunio- powiedzialem lagodnie (ojj.. jak by tak Lilka do mnie mowila..)- powiesz im jak bedziesz gotowy.
- Wlasnie- przejal paleczke Syrek- gdy sie zdecydujesz i sam podejmiesz taka decyzje.. pamietaj jestemy z Tobą..- poklepal go po plecach.
- Nooo.. – wtracil „inteligentnie” Peter.
***
Rano odprowadzilismy Lunatyczka (tak, wiem, wiem.. on tak nie lubi ale czego uszy nie slysza tego mozg nie przyjmuje do wiadomosci wiec nic nie bedzie wiedzial :D) do SS i chamsko wyproszeni przez Pielegniarke z markotnymi minami ruszylismy w strone klasy w, ktorej mielismy miec strasznie nudna lecje. Zreszta jak wszystkie.. Ehh.. Dziewczyny chcialy sie dowiedziec gdzie Lunio ale slyszac tylko odpowiedzi typu „pojechal do cioci” i „nic wiecej nie powiedzial” po 3 godzinach zrezygnowaly z dalszego przesluchania.
Po lekcjach udalismy sie do dormitorium i kolejny raz omawialismy nasz dopracowany w kazdym szczegole plan jednak w tym czasie przygotowywujac wszystkie przydatne i potrzebne nam rzeczy. Po 2 godzinach ciaglego omawiania i powtarzania, znudzeni oraz zrezygnowani zajeliśmy sie (UWAGA!! UWAGA!! UWAGA!! w naszym przypadku to dosc dziwne i pewnie nawet Lily bysmy tym zdziwili jak bysmy sie do tego przyznali) zajelismy sie.. dłubianiem w nosie.. (A wy co mysleliscie? Ze niby lekcjami? Pracami domowymi? MY?? To za co my dostajemy niby te wszystkie szlabany? Ze za co? Za nasze male niewinne kawaly raz na jakis czas? Puff.. Nie rozsmieszajcie mnie.. Poza tym.. Aż TAK nam sie nie nudzilo.. )
O 22 mielismy wyjsc.. 19.. 19:30 (nuuudyyy).. 20 (o mamusiu ile jeszcze).. 20:30 (ile mozna czekac).. 21 (jejkus.. co za katusze).. 21;30 (co za swiat).. 21:40 ( jaka niesprawiedliwosc!).. 21:50 (jeszcze tylko troche).. 21:55 (tylko troche..).. JEEEEEEEEE!! JUZ 22!!!!! WREEEESZCIEEEE!!! NO ILE MOZNA BYLO CZEKAC!!!!!!
Powoli pelni energii ruszylismy do PW i wyjscia. Przeslizgnelismy sie nie wiadomo w jaki sposob niezauwazalnie nawet przez Gruba Dame (ktora nawiasem mowiac glosno chrapala). Pet zmienil sie w szczurusia, a my z Syrkiem weszlismy pod niewidke (dla takich niedoinformowanych.. To taka peleryna pod ktora nikt a nikt Cie nie widzi.. dostalem ta peleryne od mojego taty ktory dostal ja od mojego dziadka ktory dostal go… <przerwane przez autorke> .. i taka jest jej historia).. Spojrzelismy dla pewnosci na mape Droga wolna. Jakie szczescie (tylko co 2 glupi ma zawsze szczescie a w naszym przypadku 3 takich sie zebralo wiec jest dobrze x) ). Wyszlismy na blonia.. Tam tez ani zywej duszy.. Przeszlismy ostroznie do Bijacej Wierzby, gdzie Peter ja czule polaskotal po pniu.. Chwile sie zatrzesla jakby chichotala lecz po chwili znieruchomiala. Dopiero wtedy moglismy bezpiecznie wejsc do tajemniczego tunelu prowadzacergo wprost do Wrzeszczącej Chaty. Tam ukryliśmy sie w jednym z pokoi i czekalismy az pielegniarka pojdzie. Wlasnie tlumaczyla cos Luniowi w innym pokoju pewnie po raz setny lecz on i tak ja uwaznie sluchal. Po chwili wyszla, cofnelismy sie o krok, rozgladnela sie po pokoju i ostatni raz zerkla w strone Remiego z taka czuloscia i wspolczuciem. Wyszła zamykajac za soba wlaz, aby nikt juz nie wyszedł.
Odczekaliśmy chwile i wpadłysmy z szerokimi usmiechami do pokoju Lunia, ktory jak tylko nas zobaczył:
- CO WY DO CHOLERY TU ROBICIE?! WYPAD MI STAD ALE JUZ!!
- Spoko Lunatyczku- zaczelam ale on dalej panikowal.
- SPOKO?! SPOKO? JA WAS ZARAZ ROZGNOTE, ROZSZARPIE A TY MI TU ZE SPOKO WYJEZDZASZ!! DOBRZE ZE CHOCIAZ PETERA ZOSTAWILISCIE I NIE PAKOWALISCIE W KOLEJNE KLOPOTY!!
- Jest- powiedział Syriusz pokazujac szczórka.
- Ale jak?- w tym momencie na jego oczach sie zmielinismy: Lapcio w duzego czarnego psa, a ja w wielkiego, okazalego, pieknego, o puszystej siersci, orzechowych oczkach, duzych rogach (i tak by wimieniał ale mu nie pozwole sami sobie dopelnijcie wiecie jak :D <- od autorki) jelenia. Remus aż zamarł w bezruchu z zaskoczenia. Po chwili na jego twarzy wystapil szeroki usmiech.
- To juz rozumiem wasze przezwiska chlopaki. Jedynak to nie zazwala wam na mówienie mi Lunatyk!! Jeszcze raz mnie tak nazwiecie a przyzekam ze skopie wam tylki!- z wesolego zmienil ton na powazny i wdzieczny- nie moge uwuezyc ze to wszytko dla mnie.. jestescie…
Nagle krzyk. Nadszedł czas.
               

#Szmaragdowymi, pięknymi, podobnymi do migdałów oczkami Lilki
Evans#


- ..i wtedy przysunal sie blizej i mnie pocalowal- skonczyla swa opowiesc szatynka.
- Jakie to romantyczne- pisnela zachwycona blondynka.
Jeszcze jakis czas rozmawialy o randce Dor. Ja sie jakos nie udzielalam. Teraz bardziej mnie interesowalo co tez nowego wymyslili Huncwoci (przeciez Dorcia chodzi na randki raz na tydzien z kim innym.. Zdazy mi jeszcze wiele opowiedziec! :D), a Huncwoci knuli cos na pewno..
- Dziewczyny- wtracilam ni z gruchy ni z pietruchy- co powiecie na to zebysmy zajrzaly do chlopakow?
- W sumie.. po co?- spytala Ann.
- Jak to po co?- spytalam obutrzona- Lunatyka nie ma caly dzien w szkole bo mu ciocia zachorowała, a kombinowali jak nas splawic!
- Jak sie nad tym tak zastanowić.. – chwyciła temat Dorcia- rzeczywiscie byli dzisiaj jacys dziwni.
- Zbyt weseli jak na nieszczescie ich przyjaciela..- slusznie zauwazyla Ann.
- Idziemy- zadecydowala Dor i energicznie wstała z lozka, kierujac sie w strone drzwi. Patrzylysmy na nia lekko zdziwione, po czym poszlysmy jej sladem.
Stanelysmy przed drzwiami do darmitorium chlopcow. Zapukalysmy kilka razy lecz odpowiedziala nam glucha cisza. Ostroznie uchulilam drzwi i zaswiecilam swiatlo. Dormitorium wygladalo jak by przeszla przez niego traba powietrzna, czyli wszytsko w normie. Pozostalo tylko pytanie.. Gdzie chlopaki??
- Jutro beda nam sie grubo tlumaczyc- powiedzialam powaznym tonem a dziewczyny tylko pokiwaly glowami.
************************************
Tak tak tak.. Kolejny raz bardzo przepraszam, ze notka jest tak pozno.. Ale jest w piererwszy dzien nauki :D Witam wszytkich w nowym wyjatkowym i miejmy nadzieje wspanialym roku szkolnym.. Oglaszam wszem i wobec ze notki raczej beda sie ukazywaly raz na miesiac poniewaz mam zawalony prawie caly tydzien i juz czuje ze bedzie goraco w tym roku w szkole.. Mam nadzieje ze mi to wybaczycie.. Pozdrawiam i przepraszam wszystkich :)) Milego czytania.. :))

    *Dormitorium Huncwotów*
- No to jesteśmy umówieni- powiedziała rozpromieniona Lily.
- No.. chyba tak- odpowiedział zachwycony Syriusz.
- To do zovbaczenia po lekcjach- po tych slowach moja ukochana wyszła z naszego królestwa. Ludzie.. Czy wy wiecie jaka ona jst wspaniała? Nie wiecie! Ha! Ha! Ha! I sie nie dowiecie!! Bo ona jest MOJA!! I NIKOMU jej NIE oddam!!
- ZIEMIA DO JAMES`A!!- to wredny Remus przerwał mi proces myślowy.
- Czego?!- odburknąłem niezadowolony.
- Ehh.. Mógłbyś powstrzymać swój ślinotok? Bo kapie nam na plan- powiedział spokojnie po czym wszyscy parsknęli śmiechem, oprócz mnie i Petera.. Nie nie.. Przepraszam, Peter miał jak zawsze opóźniony zapłon i dopiero po chwili zaczął się śmiać.. Ehh.. Co te myśli o obiedzie z nim robą..
Od tego fatalnego spotkania ze Snape`m minęły 2 dni. Dziś jest poniedziałkowa przerwa na lunch. Cały weekend Lily spędziła ze mną!! Naprawde!! Nie wierzycie..? To się jej zapytajcie niedowiarki! A nie mi głowe zawracajcie.. Nie patrzcie tak na mnie.. No dobra.. Przyznaje.. Nie był to typowy weekend sam na sam.. Bo.. No.. Lily siedziała u nas w dormitorium i planowaliśmy zemste na Smarku.. Nie.. Nie sami.. Z resztą Hunców.. Ale.. Jak byście ją widzieli!! Ona jest genialna!! Moja śliczna, ruda, kochana..
- James
… niepowtarzalna, delikatna, zmysłowa…
- JAMES
… piękna, wyjątkowa i utalentowana..
- JAMES!!
-.. Lily.
- Hmm??
- Eeee.. O co wam znowu chodzi chłopaki?
- Ten znów myślał o Lilusi- Łapa teatralnie wywrócił oczami.
- O co Ci znowu chodzi downie?
- Dzwonek kochasiu- powiedział dobitnie Luniek.
- Ehh.. I o to tyle hałasu?- jęknąłem zrezygnowany- co teraz mamy- spytalem dobity.
- Zielarstwo.
- No to bosko.
I powlekliśmy się na lekcje. Były strasznie nuudnee.. Kurcze.. Czy Ci nauczyciele nie mają jakiś ciekawszych tematów lekcyjnych?? Ehh.. Ale nie narzekam.. Jeśli tylko one ciekawią Lilusię to mogę na nich siedzieć wraz z nią i się nudzić.. Dzisiaj nasz paln wchodzi w życie. A moja kochana mimo swojej pierwszej akcji i stresu z nią związanym zdobyła 20 punktów dla Gryffindoru. Ona jest zawsze taka spokojna i opanowana.. (No nie licząc tego incydentu z piątku) szkoda, że tylko przy innych.. Bo dla mnie to niewiadomo czemu nigdy nie ma cierpliwości.. Co za świat.. Zero sprawiedliwości..
Lekcje w końcu dobiegły końca, ku wielkiej uciesze wszystkich uczniów. Dojkładnie o godzinie 16mamy się wszyscy spotkać w Łazience Jęczącej Marty.. O NIE!! Oby ta ludzka karykatura nie zaczęła znów ze mną flirt(r)ować bo się powieszę.. Nie chcę by Lilka widziała coś takiego.. Chociaż.. Może stałaby się zazdrosna.. POTTER!! O DUCHA?! Twój stan się na prawdę pogarsza.. Ehh..
                                        *Łazienka Jęczącej Marty*
Oczywiście, ja jak to ja, spóźniłem sie na nasze „zebranie”. Powiedzieć, że Lilka spiorunowała mnie wzrokiem to tak jakby powiedzieć że słoń wyszłedł na wierzowiec, nie burząc go przy okazji, gdyby wzrok mógł zabić, już byłbym zimny.
- Potter- podskoczyłem, mamusiu, jaki ona ma czasem groźny i głośny głos- tu masz eliksir wielosokowy, który zmieni Cię w Malfoy`a- podała mi szklanke z jakąś glutowato zieloną substancją- wypij to i idź po Snape`a, który teraz jest- popatrzyła wyczekująco na Lupina.
- W Wielkiej Sali- powiedział- Malfoy`a tam nie ma- dodał po chwili.
- I zaprowadź go do ustalonego miejsca- dokończyła.
- A wy?- spytałem.
- Będziemy tam na Ciebie czekać- powiedział Łapcio.
- To ok- już brałem szklankę do ust chcąć wyić jej zawartość, jednak zapach tak mnie odrzucił że odruchowo odsunąłem od siebie szatańską substancje i nie chcąc wyjść na tchurza zacząłem- Liluś, kopchanie, skąd Ty masz eliksir wielosokowy po 2 dniach jak przyżądza się go 2 MIESICE?- nie mogłem się powstrzymać.
- No.. Bo… Yyyy.. Kiedyś..- poczerwieniała- tak w ogóle niby dlaczego mam Ci się tłumaczyć?!- wydarła się.. Ouć.. Moje uszy..
- Nic nie musisz kochanie..
- NIE KOCHANIE, POTTER!! Ty tu jesteś do wypicia tego, a nie od wnikania skąd to mam!! Chyba że nie masz odwagi..- to już było wredne.. podpuszczała mnie!
- Tak, tak.. Już..- powiedziałem i pośpiesznie łyknąłem tego świństwa. Smakowało jeszcze gorzej niż pachniało. Jak rozgotowane kluchy zmieszane z mocno przeterminowanym sosem ze szczura ( Sorry Peter.. Nie bij..) Zaczęły mi wyskakiwać obrzydliwe kulki na ciele i po chwili byłem Malfoy`em… Jyuż się miałem przebierać (no co w końcu i tak by widzieli obrzudliwe ciało Lucusia a nie moje piękne i zgrabne mieśnie) ale jak zobacyłem Lily z wrednym uśmiechem, poczułem że coś jest nie tak.
- Po pierwsze Potter, to rozerwałeś na strzępy swoje szaty, a po drugie.. Jak by to powiedzieć.. Nie wszystko się zmienia po eliksirze wielosokowym, wiec oszczędź sobie wstydu- chyba poczerwieniałem- i przebierz się w kabinie- jak dobrze że spodnie się jako tako trzymały jeszcze, bo boskerki nie wytrzyłały. I jak dobrze że jeszcze sie nie zacząłem przebierać.. Nie żebym miał się czego wstydzić.. Bo co to to nie… Ale sami rozumiecie.. Nie jest to konfortowa sytuacja.. (koledzy chyba coś o tym wiedzą..) Moi niby „przyjaciele” zamiast mi coś powiedzieć, albo chociaż uciszyć Lilkę oczywiście co zrobili? Parsknęli śmiechem świnie jedne.. Idąc do kabiny posłałem im jedno z mrożących krew w żyłach spojrzenie, jakiego jeszcze nigdy nie widzieli.. Przebierałem się w tym śmierdzącym kilblu.. (Nie wiem co by było gdybysmy go ostatnio nie wyczyścili) Muszę przyznać że Lucuś ma całkiem zgrabne łydki.. Normalnie jak jedna Krukonka z 4 klasy..
- Potter długo jeszcze- krzyknął Łapcio wręcz doskonale udając Lilkę.
- Nie- wyszedłem z naburmuszoną miną..- Jak ja teraz wyglądam?- marudziłem.
- Wreszcie jak człowiek- odpowiedział Lunio z wrednym uśmieszkiem.
- Wielkie dzieki- odburknąłem.
- No wiec- zaczął Łapcio.
- DO DZIEŁA!!- krzyknął jak by wybudzony z transu Peter. Lilka teatralnie złąpała sie za głowe.
- Potter idź już bo Glizdkowi odbija.
- To pa skarbie- posłałem jej buziaka w powietrzu i wyszedłem.
- POTT.. – zaczęła Lily ale widać ktoś zasłonił jej w pote usta. Pewnie dziwnie by wyglądało gdyby wołała na Malfoy`a Potter. Wchodziłem właśnie do WS i aż przestraszyłem się widząc wrogi wzrok moich kumpli z Gryffindoru. Co ja znów im takiego zrobiłem? Co za ludzie.. Upss.. Może ja nie ale ON tak.. Kurcze, że musiałem się zapomnieć.. Podszedłem do Snape`a.
- Hej stary- zrobił zdziwioną mine, może Lucek tak nie mówi? heh.. pomijając..- możemy..
- Ty miałeś iść na randke- powiedział zdziwiony.
- Zrezygnowałem
- Od kiedy Ty..
- Od dziś- przerwałem mu wnerwiony- możemy się gdzies przejść?
- Skoro musimy- odburknął
Ruszyliśmy w strone umuwionej z resztą klasy.
#Oczami brudnego, śmierdzącego, tłustowłosego, podkochującego się w Lilce, okropnego, kościstego, wymądrzalskiego Ślizgona, Snape`a# (Lily i tak Cię nie chce pedale!! Bo ja jestem lepszy!!)
Od kiedy to wielki Pan Malfoy rezygnuje z randki? Czy on sie dobrze czuje?
- Daleko jeszcze?- spytałem.
- Nie- odpowiedział spokojnie. Coś mi tu nie pasuje.. On?? SPOKOJNIE??- Jeszcze tylko 4, 3, 2 kroki. OK. jesteśmy. Wejdź do tej klasy zaraz do Ciebie przyjdę.
- Ale cze..- zacząłem ale mi brutalnie przerwał.
- No bo musze jeszcze coś załatwić- warknął- WŁAŹ!!
Wszedłem do pustj klasy i usiadłem na pierwszym lepszym stołku. Czekałam kilka minut. Kilkanascie. Kilkadziesiąt. Co ten Malfoy sobie mysli? Wkurzony chciłem wyjsc z klasy jednak wtedy stało sie coś dziwnego. Sala zamieniła się w wielki gęsty las. Orduchowo upadłem na krzesło, które odziwo dalej tam stało. Było jednak już jakies inne. Krzesło było zadziwiajaco podobne do tego na którym zasiadałem u mugolsiego fryzjera kiedy matka mnie do niego wysyłała, czego zreszta nienawidziłem. Rózniło sie jednak małym szczegółem. Nie było czarne jak zazwyczaj tylko obrzydliwie różowe, całkiem jak majtki Belatriks. W chwili kiedy opadłem na krzesło z pomiędzy drzew wyskoczyło 5 osób, Mięli tłuste, brudne i posklejanie włosy, byli cali z błota i mieli na obie jakies tandetne szmatki w kolorze brązu. Jednak najgorsze było to że biegli w moim kierunku. Każdy z nich trzymał cos w rece, pierwszy szczotkę, drugi suszarke, trzeci szampon, czwarty wiadro z wodą a piąty a raczej piąta jakąś dziwną saszetkę. Nie przesadze jesli powiem ze istnie na mnie wpadli i szczelnie mnie otoczyli. Nagle jeden z nich założył mi jakąś siatkę na ramiona a drugi przytrzymywał mi nogi i ręce tak że nie mogłem sie ruszyć. Pozostała dwójka zabrała się za moje włosy. Ona je obcinała mrucząc pod nosem iż wygodne obcina sie tak tłuste wlosy nawet bez namaczania a on mył juz te skrócone przez nawiadzoną fryzjerkę. Po skończeniu tych czynności ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody a ta dziewczyna z dziwna satysfakcją na twarzy otworzyła tajemnicza saszetkę i wylała jej zawartosc na moje piękne włosy. Nim zdążyłem oprzytomniec kolejny kubeł wody spłynął na moją twarz. Mechanicznie zamknąłem oczy a gdy je otworzyłem wokół mnie nie bylo juz nikogo i znajdowałem się w ciemnym pokoju. Po chwili cos pykneło i pojawiło sie ogromne podświetlane z góry lustro. Podszedłem do niego nie pewnie i zewknąłem na swoje odbicie. O MAMUSIU!! CO ONI MI ZROBILI?! CO ZA SZMATY!! JASNY GWINT!! NIECH TO GĘŚ KOPNIE!! JAK JA SIE LUDZIOM NA OCZY POKAŻE?! TE DZIKUSY PRZEFARBOWAŁY MI WLOSY (TAAAK..BRWI TEZ!) NA CZYSTA, RASOWĄ FUKSJĘ!! TERAZ NAWET PO CIEMKU MNIE WIDAĆ!! JKBY TEGO BYŁO MAŁO SZALONA FRYZJERKA WYSZCZYGŁA MNIE Z TYŁU A Z PRZODU MAM CUDOWNA KOŃSKA GRZYWECZKĘ! MUUUUUUURWA KAAAAAAĆ!!!!!
#James#
Snape właśnie wybiegł wkurzony z klasy zasłaniając przy tym rekami głowę. My wszyscy tarzamy sie ze smiechu po podłodze pomagajac gratisowo Filch’owi utrzymać podłogi w czystości. Szkoda że nie widzieliscie miny Smarka. Lilka jest naprawde genialna! Przeciez on teraz wygląda naprawde uroczo. Kiedy doszlismy juz do perfekcji w utrzymywaniu ciał w pozycji pionowej ryszylismy jednak nieco chwijnym krokiem z obolałymi ze śmiechu brzuchami do PW. Tam dosiedliśmy sie do Ann i Dor.
- A co wy tacy zadowolena? – zapytała ciekawska blondii.
- Co znowu zmontowalisci? – zaczęła Dor – Zobaczycie, niech was tylko Lil… – przerwała midząc za mną Lily z szerokim uśmiechem.
- Co ty sie dzieje? Od kiedy ty chodzisz z Huncami? – spytała po chwili milczenia mocno zdziwiona.
- Uznajmy że od piatku – odpowiedziała Lily pokozując wszystkie ząbki.
Zaczęliśmy rozmawiać o różnych pierdołach i śmialiśmy się wszyscy z naszych dawnych wyczynów. Dziewczynom niestety nie udało się od nas wyciągnąć co zroiliśmy.. Nie ma tak dobrze.. Jutro zobaczą. Tylko Peter był dziwnie milczący i nieruchomy. Patrzył przez okno na gwiazdy i pewnie myślał o jutrzejszym śniadaniu. Nagle jak podskoczył jak oparzony i zaczął..
- Chłopaki jutro Lunio..- zaczął podniecony.
- SŁUCHAM?!- przerwałem mu pośpiesznie żeby nie wwydał naszego sekretu.
- Eee.. – zaczerwienił sie- noo.. boo.. jutro Lunio jedzie do chorej cioci prawda?- dokończył już czerwoniutki.
- Co się stało- zapytała opiekuńczo Lily.
- Nie wiem, zachorowała.. Musze jechać się dowiedzieć.
- Tak mi przykro- powiedziała Ann i przytuliła Lunia po przyjacielsku, na co ten zaczął się coraz bardziej czerwienić. Chcąc wybawić go od krępujących tłumaczeń ( nie chodzi tu o chorobe ciotki) powiedziałem:
- To my już może pójdziemy..
- Tak, tak.. Lunio musi się wyspać..- dokończył Łapa od razu łapiąc o co chodzi. Czerwony jak burak Luniek przystał na to z wielką ulgą.
- PETER!!- Krzyknął Łapcio
- Już, już- odburknął, poderwał się i powlekł za nami, wiedząc że będzie miał duże problemy.
**********************************************************

Tak wiem.. Przepraszam wszystkich za takie duże opóźnienie.. Przez ostatnie 2 tyg. nie miałam w ogóle dostępu do neta i nie miałam jak noci przepisać, mimo że już byla gotowa… Notkę dedykuje wszystkim, którzy mają do mnie cierpliwość i jeszcze chce im się czasami wejśc na tego bloga i zobaczyć czy nic się przypadkiem nie ukazało.. Chciałabym ją również dedykować mojej kochanej i niezastąpionej Domce, choć wiem że ona i tak moich wypocin nie czyta, Werci, która czyta jak już naprawde nie ma co robić :D.. Oraz Kas/Q/ , która utrzymuje że czyta :D Cieszę się że jesteście ze mną i dziekuje za każdy chociaż najkrótszy komentarz.. Dziękuje za wszystko.. Pozdrawiam i życzę miłej lekturki :))

ps. fukcjowy to taki bardzo rzucający się w oczy róż z odcieniem fioletu.. Bardzo ładny ale nie jako kolor włosów :D


*Pokój Wspólny Gryffindoru*


Lilka jeszcze nie wróciła do dormitorium. Ale że przez
godzinę nie znalazła drogi? Gdzie ona wylądowała? Idę po mapę.. „Obiecuję, że
knuję coś niecnego”.. No tak.. Szlaja się po 3 piętrze i dziwota, że nie
potrafi wyjść. W końcu tam grzeczne dziewczynki nie chodzą.



#Szmaragdowymi, pięknymi, podobnymi do migdałów oczkami Lilki
Evans#



O nie.. Jego mi tylko tu brakowało..


- A co panienkę sprowadza tu o trzeciej w nocy?


- Jak miło że się pan przywitał Panie Filch- zrobił się
czerwony- (czyt. punkt dla mnie)


- Uczniom nie wolno szlajać się w nocy po zamku


- Uczniom nie.. ale prefektom można.


- Prefekci mogą tylko pod jakimś pretekstem! Jaki panienki pretekst?


- Hmm.. Policzmy- podniosłam rękę i liczyłam na palcach tuż
przed jego oczami- źle się czułam, chciałam się przejść, miałam dość siedzenia
w jednym miejscu.. Aha.. I zawsze wychodzi na zdrowie fundowanie rozrywki
takiej jak na przykład- udawałam zamyśloną- denerwowanie charłaków.. A poza tym
to już wracam..


Był coraz bardziej czerwony.. Tym razem ze złości.. Nagle
z  innej części zamku ktoś wywrócił
zbroję. Filch gwałtownie się odwrócił w tym kierunku.


- Zaczekaj na mnie- rozkazał i poszedł sprawdzić co tam się
stało.


- Ani mi się śni staruchu- mruknęłam do siebie, i tak mnie
nie pozna bo jest za ciemno. Nagle poczułam, że ktoś mnie łapie za rękę. Już miałam
krzyknąć ale ten ktoś zasłonił mi usta. Był tak blisko, że czułam jego oddech
na karku.


- Choć zanim wróci- powiedział… JAMES!!!- nie po to
narobiłem hałasu żebyś tu na niego czekała.


Odsłonił mi usta, rękę sama wyrwałam zdenerwowana.


- Właśnie miałam iść- powiedziałam zdenerwowana- ale KTOŚ
mnie zablokował.


- A wiesz chociaż gdzie jesteś?- zapytał bezczelnie.


- Ja.. no.. oczywiście, że wiem.. – odpowiedziałam nie
szczerze ale pewnie.


- Skoro wiesz gdzie jesteśmy to zaprowadź nas do wyjścia.


- Dobrze- ruszyłam zgubnie pewnym krokiem w ciemny korytarz.

 * Jakiś czas później*


- Gdzie Ty teraz idziesz?- zapytał ten skończony idiota-
teraz na górę.


- Przecież wiem! Tylko coś mi spadło i chciałam to podnieść-
schyliłam się i podniosłam to niewidzialne i nieistniejące coś.


- Co to takiego?


- Nie, nic.. Zadawało mi się..- i zrobiłam minkę słodkiej
idiotki. Jestem nią.. Jak bym nie była to już DAWNO była bym w ciepłym łóżeczku
i słodko bym spała, a nie włóczyła się po szkole z tym półgłupkiem Potterem
który na 100% wie gdzie jesteśmy w odróżnieniu ode mnie.. Grrr..


- Gdzie teraz księżniczko?- spytał przy mile.


- Nie jestem księżniczkom, głąbie, a idziemy do dormitorium.


- To wiem. Ale prawo czy lewo?


No tak.. Kolejne przecięcie korytarzy.. Ehh..


- Ja już prowadziłam.. Teraz Twoja kolej!- kurcze.. jak by
tylko użyć Lubosa.. Nie, nie można.. Filch by od razu by przyleciał z wydarta
mordą.


- Ale przecież to Ty miałaś nas zaprowadzić na miejsce..


CHOLERNY DUPEK!!


- Wiem..


- To prowadź.


- No to teraz w pra.. lewo.


- Ruszajmy.


 
           


#Niezwykle pięknymi, czekoladowymi, pięknymi, dużymi,
pięknymi, kochanymi, pięknymi, czułymi oczami najzdolniejszego, rozczochranego,
przystojnego szukającego James`a Potter`a
#


 
 


Tak, tak wiem.. Jestem chamski, bezczelny, okrutny i
bezwzględny.. Ale nie mogę się oprzeć.. Ona tak pięknie wygląda gdy szuka
odpowiedniej drogi.. I gdy się waha.. Ehhh.. I jak błądzi bo nie wie gdzie
jest..


Robi się coraz jaśniej.. Kurcze.. Im jaśniej tym szybciej
znajdzie wyjście.. Yhhh.. Co za życie.. A robiło się już tak fajnie.. Kolejne
skrzyżowanie ( Kto na nim ma pierwszeństwo? < czyt. Skutki uboczne po
zdawaniu na kartę, nie przejmować się :D> dop. Autorki). Lilusia moja
kochana oparła się o ścianę. Nagle jedna z cegieł wsunęła się głębiej w ścianę,
a obraz z ogromnym drzewem odskoczył i ukazał swą tajemnice- tajemniczy
korytarz. Cegła wskoczyła powrotem na swoje miejsce. Skąd ona wiedziała?
Przecież ona nawet nie wie gdzie jest!!


- Upss..- wyrwało jej się.


Czyli jednak o niczym nie wiedziała.


- Idziemy- powiedziała zdecydowana.


Coraz bardziej mnie ta dziewczyna zaskakuje. Moja malutka bezbronna,
słodka Lilka powoli dorasta.. Ehh.. Jakie to wzruszające.. Szliśmy ciemnym
korytarzem z wieloma schodami i zakrętami. W końcu doszliśmy do jakiegoś
jaśniejszego załuku z którego wychodziły dwa inne korytarze.


- Co teraz?- ymmm.. Jaki ona ma piękny głos! Taki dźwięczny i
melodyjny..- POTTER!!


- Już, już.. O co chodzi?.. Znaczy.. umm.. Ja bym nacisnął
jakąś cegłę- JAK MOGŁA MI PRZERWAĆ W TAKIM MOMENCIE??


Zaczęła obsesyjnie naciskać na wszystkie cegły znajdujące
się dookoła nas. W pewnym momencie się udało. Cegła znowu odskoczyła i ukazała
wyjście.


- Lochy.. No pięknie.. Przynajmniej wiem już gdzie jesteśmy-
powiedziała częściowo zadowolona, a częściowo nie zbyt..


No nie.. Jak byśmy poszli dalej i wyszli innym wyjściem to
wylądowalibyśmy w bardziej romantycznym miejscu.. Ehh.. No cóż.. Nie było nam
dane.. Nie dziś..


Nagle zza rogu wyszedł Snape.


- Lily?- był lekko zdziwiony- co Ty tu robisz?.. W dodatku z
NIM?


- Co? Błąkam się ot co. Ten cieć mnie gdzieś wyprowadził!


- Ehhh.. Jaka ulga.. Już myślałem, że wy.. na randce
byliście..


- A co zazdrosny?- wtrąciłem. Nie mogłem się powstrzymać
(tak, tak, wiem Weruś, wiem.. :D)


- Nie do Ciebie mówię szmatławcu!- krzyknął


- Jak śmiesz tak mówić do mojego przyjaciela?!


- Przyjaciela?!


- Tak.. O ile nie chłopaka.. Bo właśnie wracamy z randki-
jaka ona pyskata.. A w dodatku nie w stosunku do mnie!!


- Tego mogłem się spodziewać po szlamie…


Już szedłem w  jego
kierunku z pięścią wykierowaną w ten 
jego krzywy, połamany i po smarkany nos, kiedy Lilka zatrzymała mnie
prostym gestem. Albowiem.. Ona.. Dała mi rękę na klatę.. Ahhh.. Jakie ona ma
delikatne i drobniutkie rączki.. Aż zapomniałem na kogo mam wycelowaną pieść,
mało tego.. zapomniałem.. właśnie.. Jak ja się nazywam??


- Wolę się zadawać z napuszonym idiotą takim jak Potter niż
z takim wścibskim, wrednym i paskudnym Ślizgonem, który nawet się nie potrafi
umyć!


Zatkała go. Lilka obraziła Smarka!! LILKA GO OBRAZIŁA!! A
zawsze go broniła.. Muszę to w pamiętniku zapisać!! Chwila, chwila.. Właśnie
zapisuje..


- Ty plugawa szlamo!


Coś w niej pękło. Wyobrażacie sobie, żebym to ja ją
powstrzymywał przed rzuceniem się na Smarka?! Tak, tak.. Lilkę POWSTRZYMYWAĆ
przed rzuceniem się na tego śmiecia! Musiałem ją „ zarzucić” na ramię i mocno
trzymać, żeby się nie wyrwała. Zaniosłem ją tak do PW. (Oczywiście po drodze
krzyczała i biła mnie pięściami po plecach żebym ją puścił). Położyłem ją
ostrożnie na kanapie. Miała na policzkach ślady łez.. Płakała.. Przez tego
padalca..


- Która godzina?- spytała zbyt spokojnie jak dla mnie.


- Po 7- powiedziałem zerkając na duży zegar za nią.


- To dobrze.. Musze dziś z wami
wszystkimi porozmawiać..- powiedziała twardym nie znoszącym sprzeciwu tonem-
Ten dupek pożałuje!


Hehh.. Tak właśnie doszliśmy do końca.. Wiem.. Notka nie
jest zbyt długa i ciekawa ani śmieszna.. Ale nie miałam jak jej inaczej
napisać.. Przepraszam was bardzo za długa nieobecność.. Ale końcówka roku i
poprawianie ocen.. Ehh.. Jak dobrze, że już po tym.. Właśnie.. Wszystkim życzę wesołych
i udanych wakacji!! Wreszcie ta wymarzona pora roku i wolne :D Notkę dedykuje
mojej kochanej Werci i De (choć to bardziej od Liany dla De..) i .KlauDD.
kochana czemu mi nic nie odpisujesz na e-maila?? Ja tak czekam L
..


Jeszcze raz wszystkiego naj na wakacje.. Pozdrawiam i życzę
weny wszystkim.. Do zobaczenia :***

 *Szmaragdowymi,
pięknymi, podobnymi do migdałów oczkami Lilki Evans*


(musiałem jej podłożyć mój notes.. Po prostu nie
wytrzymałbym nie znając TYCH szczegółów.. :P J.P. )


 


- Lilka! Musisz to zrobić! Przejęłaś się nim?

 Trochę


- Nie- odpowiedziałam zbyt gorliwie Dorce.


- No to nic. Przebierzemy Cię tak że Cię nie pozna.


- Ale nie będziesz mi NIC z włosami robić?


- Nie.


- Po tym Twoim poprzednim doświadczeniu, żeby Potter mnie
nie poznał, blond włosy nie chciały mi się zmyć przez miesiąc!!


Dor zachichotała i wzięła się za moją metamorfozę.. Czułam
pędzelek na twarzy i kształtującego się koka na mojej głowie. Po jakiejś
godzinie i chwilowej rozmowie o niczym i wszystkim Dores zadowolona z siebie
dała mi lusterko. Zamarłam. Mamusiu.. Jak ja wyglądam? Włosy spięte w koka,
blada skóra i te wielkie, obrzydliwe i pasujące tylko do psychologa okulary.


 


- Teraz trzeba Cię odpowiednio ubrać- powiedziała i wzięła z
mojego łóżka prześcieradło.


- Po co Ci moje.. NIE!!!- w tym samym momencie zmieniła je w
długą do kostek prostą sukienkę bez dekoltu i z prostymi długimi rękawami. Wyglądam
jak uciekinier z psychiatryka. Tylko sukienka nie ma zszytych rękawów jak w
kaftanie.


 


- To teraz zaprowadź mnie do miejsca mordu- powiedziałam z
mściwym uśmieszkiem.


 


Dores poszła po Syriusza, który miał nas zaprowadzić na miejsce.
Patrzył na mnie tak jak bym była ucieleśnieniem profesor McGonagall i Filcha w
jednym ciele. Wiec co?? Trzymał się daleko.. Bardzo mi to odpowiadało.. Doszliśmy
przed pustą ścianę na 7 piętrze.


 


-Przejdź wzdłuż tej nie farbowanej części ściany 3 razy i
myśl o tym jak chcesz aby wyglądał pokój w którym będziesz leczyć mojego
PRZYJACIELA, James`a Potter`a.


 


Czyli jednak mnie nie poznał.


 


- Dzięki Dor- szepnęłam. Zgodnie z instrukcją przeszłam 3
razy koło ściany i myślałam o wymarzonym pokoju.


- Zostaw uchylone drzwi, żeby James mógł wejść.


- Dzięki- powiedziałam i ostatni raz zerknęłam na wniebowziętą
Dor. Była chyba najszczęśliwszą dziewczyną w całym Hogwarcie. Nareszcie była
SAM na SAM z Syriuszem Black`iem. Nie wiem co ona w nim widzi. Weszłam i
oniemiałam. Ten pokój był jeszcze piękniejszy niż go sobie wyobrażałam. Ściany
były kremowe, a podłoga z jasnego linoleum. Na 
środku stał elegancki, czarny, podłużny stół, a po jego prawej i lewej
stronie stały białe, skórzane kanapy 2-osobowe. Usiadłam na jednej z nich.
Brakuje mi tylko jakiegoś notesu.


„pyk”


I czarny skórzany notes z gładkimi kremowymi kartkami i
czarno-granatowym piórem wyglądały mi na kolanach. Ten pokój jest genialny!!


W tym samym momencie zza drzwi wyłoniła się głowa poczochrańca.
Skinął głową na znak przywitania i usiadł naprzeciwko mnie. Próbował patrzeć mi
w oczy ale nie dawałam mu takiej szansy. Rozpoznał by mnie.


 


- Więc- zaczęłam lekko speszona- jestem psychiatrą i Twoi
przyjaciele wezwali mnie żebym Ci pomogła.


- A ja myślałem, że jest pan kobietą- odparł


- Jestem. Niech panicz się nie przyczepia do słówek. Zacznijmy
terapię. Co panu dolega?


- To nie ja tu jestem lekarzem.


- No tak.. Yyyy.. Może ja będę zadawała pytania, a pan mi
powie czy tak się dzieje.


- Dobrze


- No to.. Czy ktoś Pana gnębi?- zapytałam sama w to nie
wierząc.


- Tak


Wyłupiłam na niego oczy ale w porę się opanowałam i chyba
tego nie zauważył.


- W jaki sposób? Znęca się nad Panem?


- W rzeczy samej.


- Znęca fizycznie czy psychicznie?


- I tak i tak.


- Czy to jest może kot?



-Jak kot to w ten sposób.




- A może ten Twój kot to wcale nie kot?



- Ty mi podobno miałaś pomóc, a nie jeszcze bardziej
pogrążać..


 


Upssss


 


- Przepraszam- niepotrzebny szelmowski uśmiech- tak. Czy to
dziewczyna?


- Niestety- westchnął..


- Czy jest wysoka?


- Średnia.


- Czy nie ma przypadkiem zielonych oczu?


- Ma


- I rude włosy czyż nie tak?


- Dokładnie- mój szelmowski uśmiech był coraz większy pod
wpływem każdej jego odpowiedzi.


- Czy ona całkowitym, ale to całkowitym przypadkiem nie
nazywa się Lily Evans?


- Jak na to wpadłaś? Skoro już wszystko stało się jasne..
too.. Umówisz się ze mną Evans?


- NIE!!!


- Ale to leczenie można potraktować jako randkę?


- NIE!!!


- A dasz mi całusa za milczenie?


-NIE!!!


- Dores nie musiała robić Ci aż tak dużego biustu.. Ładniejszy
jest Twój naturalny.


- Skąd wiesz, że tamten co widzisz na co dzień jest
naturalny.


- Wiem.


- A może tak tylko Ci się zdaje?


- Nie sądzę.


- A widziałeś?


- Może- powiedział wymownie patrząc w sufit.


- Kiedy?


- Jakiś czas temu.


- Jak.


- Co Ty myślisz, że na ładne oczka to Ci opowiem o pelerynie
niewidce i o tym jak kiedyś byłem u Ciebie w dormitorium, to Ty wychodziłaś z
łazienki i Ci się ręcznik zsunął? Myślisz że Ci powiem?


- Tak, myślę że tak.


- To się grubo mylisz-w tym momencie złożył ręce na krzyż.. Wyglądał
jak naburmuszone dziecko.


- Ty sobie popatrzyłeś, ja się z Ciebie ponabijałam, więc
możemy odejść w pokoju.


- Nie jesteś zła?- zapytał zdziwiony.


-  Bardzo


- Ale nie rzucisz się na mnie z pazurami?


- Jeszcze nie


- Puff.. To dobrze.


- Powiedziałam JESZCZE! Już minęło!


 


Nie myśląc wiele rzuciłam się w pogoń za nim. Bawiliśmy się
jak małe dzieci. Ja go goniłam po całym „biurze”, a on uciekał.. Kurce.. Że
chłopcy muszę muszą biegać szybciej. Wtem Potter się gwałtownie zatrzymał, a ja
( tak wiem opóźniony zapłon) wpadłam wprost w jego ramiona. Ehhh.. Chłopczyk ma
klatę.


 


- I co teraz zrobisz jak mnie w końcu złapałaś?- zapytał z
bezczelnym Huncwockim uśmiechem.


 


Już miałam mu odpowiedzieć lecz on mi nie dał, gdyż „zamknął”
mnie pocałunkiem. Więc co miałam zrobić?? Czekałam aż skończy..


 


- Skończyłeś?


- Teoretycznie.


- To dobrze bo czas Twojego leczenia się już skończył- to
mówiąc skierowałam się w stronę drzwi.


 


*Niezwykle pięknymi, czekoladowymi, pięknymi, dużymi, pięknymi,
kochanymi, pięknymi, czułymi oczami najzdolniejszego, rozczochranego,
przystojnego szukającego James`a Potter`a* (wiem skromnością nie grzeszę :P)


 


Widziałem jak idzie pewna siebie w kierunku wyjścia.. Ciekawe czy ona wie o tym że te drzwi zawsze wypuszczają w innym miejscu.. a niech sobie chwile pobłądzi.. Najwyżej za jakąś godzinę przyjadę na białym koniu i uratuje tą piękną niewiaste z opresji.. Bedzie na kolanach dziękować.. A teraz dobranoc dzieci.. I pamiętajcie, NIGDY nie wkładajcie różdżki do przedniej kieszeni spodni <szczególnie chłopcy> bo NIGDY nie wiadomo kiedy i JAK wypali..


********************************************


Witam wszytskich serdecznie.. Bardzo przepraszam że nocia tak późno ale nie miałam zbyt dużo czasu a multum nauki. otka dedykowana dla .KlauDD. (dzięki której narodził się pomysł TAKIEJ notki), i dla Androei (przepraszam kochana że jeszcze nie przeczytałam Twojego bloga.. Obiecuje że jak tylko będę miała chwilę to biorę się za czytanie :**) oraz moich kochanych dla Deidary <czyt. Konika :*> Kas/Q/ <czyt. Kasku :P, :*> i MisieQ <czyt. Misiaczka :*> Pozdrawiam i życzę miłego czytania.


ps. Postaram sie coś zrobić z tymi filmikami ale nic nie obiecuje.. Sorry że to tak wygląda ale nigdzie nie moge znaleźć jak to wstawić.. :/


********************************************


Zostałam klepnięta przez http://byc-huncwotem.blog.onet.pl/

Regulamin:
1.Odpowiedz na 10 pytań.
2.Podaj blog, który Cię klepnął.
3.Klepiesz następne 10 osób.
4.Informujesz te osoby.

Pytania i odpowiedzi:
1. Jeśli miałabyś spędzić jeden dzień, jako gwiazda, była byś…
    Nie wiem czy chciałabym być gwiazdą.. To musiało by byc męczące.. Ale jak bym miała wybierać to chciałabym być piosenkarką <typowa odpowiedź nastolatki :PP>
2. Jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość?
    Hmm.. Będę wykonywała swój ukochany zawód i będę miała wspaniałą rodznę. Jednym słowem: szczęście :))

3. Masz tylko jeden dzień życia. Co robisz?
Dziele go pomiędzy wszystkich ludzi któryc kocham i szanuje. Z każdym spędzam trochę czasu <co tam, najwyżej nie pośpię i umre na nogach :P>, lecz znajduję też chwilę aby pobyć samą.
4. Gdybyś mogła zmienić jedną rzecz na świecie, co by to było?


    By ludzie umieli w każdym znaleźć coś wartościowego, a nie przechodzić obojętnie lub z pogarda w oczach koło innych ludzi.
5. Powiedz coś o sobie, co wiesz tylko ty.
    Hmm.. Dużo by tego było.. Ok.. Lubie latem wychodzić w nocy na zewnątrz, wychodzić na dach, i patrzec bezmyślnie w gwaizdy. To jest coś niesamowitego.
6. Co myślisz o osobie, która Cię klepnęła? (na podstawie jej odpowiedzi).
    Jest bardzo sympatyczna i przyjaźnie nastawiona do świata. Potrafi kochac i ufac ludziom. :)) <pozdrawiam Cię Etna :*>
7. Co ostatnio oglądałaś w TV?
    Dzisiaj wieczór oglądałam Czego pragna kobiety. Fajne :P Ale zazwyczaj nie oglądam telewizji, szczególnie w maju bo wtedy mam najwięcej nauki :PP
8. O której chodzisz spać?
    Zależy od nastroju.. Czasem o 21 ale bywa że nawet w ogóle nie śpie (szczególnie z Domką i Dori :)) :**
9. Widziałaś ostatnio coś dziwnego?
    Na co dzień widzi się dziwne rzeczy ale nie zawsze je dostrzegamy. Bo czy na przykład, nie jest dziwne że w czasie wiosny wzystko się rozwija?? Jest dziwne i cudowne. Świadczy o tym że ktoś nad tym czuwa..
10. Czego boisz się najbardziej?
       Boję się że kiedyś strace cel życia i nie spełnię tego co sobie postanowiłam..



Klepię:

  Himmel www.miłosc-huncwotek.blog.onet.pl

  ,KlauDD. www.zwariowany-swiat-panny-evans.blog.onet.pl

  Cam. www.cameron-riddle.blog.onet.pl

   Minerwa_ www.spisane-noca.blog.onet.pl

   Dafnee www.sounds-of-soul.blog.onet.pl

   Only Seems www.only-seems.blog.onet.pl

   Tańcząca w bieli www.hipotetycznie-wilkolak.mylog.pl

   EwĆ www.ogien-i-lod,blog.onet.pl

   Malwina  www.jaskrawe-sny.mylog.pl

   Andrea  www.lily-evans-i-dwie-dusze-zla.blog.onet.pl

              *Łazienka Jęczącej Marty*
Jesteśmy właśnie w najbrudniejszym miejscu w Hogwarcie. Blee.. Wszędzie pełno zżółkłej wody, a do tego ONA! Non stop gada od rzeczy i jęczy.. Już wiem skąd to przezwisko. Zaczarowane 10 szczoteczek szorowało właśnie to zaśmierdziałe miejsce. Nie da się nawet uśąść na tej brudnej podłodze więc o spaniu mowy nie ma w czasie tych 3 godzin mordęgi. Przedtem  mieliśmy zamiar zaczarować szczoteczki w czasie przerw ale gdy tylko to zrobiliśmy i szczoteczki zaczęły swoją prace (nie zdążyliśmy nawet dużego palca za próg wystawić) a już pojawiła się MacGonagall czerwona na twarzy, z chęcią morgu w oczach.
- Co wy do jasnej..- zaczęła się wydzierać ale to słowo dziwnie ominęła- robicie??
- Chcieliśmy tu sprzątać na przerwach bo nie mamy co robić- powiedział Syriusz z wielkim szarmanckim uśmiechem.
- Posprzątać chcieliście? Szkoda, że za pomocą magii! A w szlabanie nie jest uwzględnione używanie różdżek! Dobrze że byłam w pobliżu w pobliżu i mogłam odpowiednio zareagować! Wieczorem od godziny 19 do 22 macie się tu stawić z Filchem na odrobienie szlabanu BEZ RÓŻDŻEK!- wypchnęła nas za drzwi (skąd w niej tyle siły??) i poszła w kierunku swojego gabinetu.
Taak.. Właśnie dlatego jesteśmy tu tak późno do.. Jeszcze późniejszej pory.. Masakra jakaś.. A miałem dziś poprosić Lilkę o chodzenie.. Wszystkie moje plany legły w gruzach.. Jednak ma luba nie zgodzi się na namiętną noc pod gołym niebem.. Ahhh..
- Potter, Black, Lupin!!! Czy ja wam nie mówiłam że w czasie szlabanu nie używamy magii?? Czy pan Filch nie wziął wam różdżek??- przerwał jej jednak krzyk Filcha
- Pani MacGonagall!! Minerwo!!
W tej samej chwili woźny wpadł z hukiem do łazienki z bordowymi sińcami pod oczami i na prawym policzku.
- Co się stało Argusie?? Kto Ci to zrobił?
- Jak to kto?? ONI!!
- Argusie.. Nie.. to nie możliwe.. Oni byli tu ze mną cały czas! Jak niby mieliby to zrobić??
- Gdy szliśmy, rozmawiali o różnych ciekawych zaklęciach. Podawali zaklęcie do wprowadzenia w ruch szczotek do czyszczenia podług i innych podobnych powierzchni i zaklęcie przeciwdziałające brudzeniu. No to jak wziąłem im różdżki- mówił coraz ciszej i jego gniew powoli zastępował wstyd i zażenowanie- to spróbowałem. Pierwsze zaklęcie zadziałało. A dzięki drugiemu- tu znów zaczął nasileć się gniew- JESTEM POBITY!!- ostatnie słowa wyszczeliły z niego jak z armaty. Strasznie mugolskie porównanie ale to się działo tak szybko.. Nie myślałem wtedy nad bardziej magicznymi porównaniami :P
Dopiero teraz MAcGonagall wtedy MacGonagall zauważyła że nie mamy różdżek. Staliśmy ze spuszczonymi głowami na znak skruchy. MacGonagall to chyba nie przekonywało. Wyglądała tak jakby się nad czymś usilnie zastanawiała, a wyglądało to tak uroczo w połączeniu z aksamitnym czerwonym szlafroczkiem i tego samego koloru kosmatymi kapcioszkami.
- Dobrze chłopcy- zaczęła spokojnie- zrobimy tak.. Wy nie przyznacie się do zrobienia czegokolwiek tak??
- Pan Filch ma racje- powiedział z udawanym wstydem Lunio- rozmawialiśmy o zaklęciach, ale sama Pani wie, że jeśli się przekręci choć jedną literkę to może wyjść coś innego- kontynuował tonem naukowca- Nie my zaczarowaliśmy szczotki, żeby szorowały nie mieliśmy pojęcia, że Pan Filch- tu zerknął na czerwonego woźnego- będzie próbował naszymi różdżkami czarował.
Minerwa spojrzała z dezaprobatą na Filch`a.
- Zrobimy tak. Wiem jakie z was aniołki więc..- zrobiła celowo nerwową dla nas pauzę- Skracam wam szlaban- uśmiechnęliśmy się szeroko- to DZIŚ posprzątacie całą łazienkę PRZY MNIE!! Nie uwierzę w to, że nie przewidzieliście, iż tak się stanie- znów spojrzała na Filcha tym razem zła.
Mina nam zrzedła. CAŁĄ ŁAZIENKĘ?? I TO DZIŚ?? MY DO KOŃCA ROKU BEZ CZARÓW TEGO NIE SKOŃCZYMY!!
- Do roboty chłopaki!! Zdolni jesteście więc szuru-buru i do spania- powiedziała po czym wyczarowała krzesło na które bezzwłocznie opadła. Chcąc nie chcąc wzięliśmy się za szorowanie.
O godzinie 21 MacGonagall siedziała wytrwale na krześle i nie dawała po sobie poznać jak nasza monotonna i nudna praca ją nudzi. Już powoli zaczęła przysypiać. No co?? Grzeczne dziewczynki chodzą spać po dobranocce czyli biedna Minerwa już od półtorej godziny powinna spać!! Oprócz tego musiała dzisiaj wstać o godzinie 5 rano, bo wszyscy nauczyciele mieli konferencje u dyrektora. Nie pytajcie skąd o tym wiem, wiem i tyle. Wcale z Łapą nie podsłuchiwaliśmy pod peleryną niewidką..
          * 2 godziny później*
- No wreszcie- mruknąłem zmęczonym głosem- Już myślałem, że nigdy nie wywali jej stópek- jęknąłem- Syriusz sięgnij po nasze różdżki. Bądź przyjaciel.
- Nie mogę.. Nie mogę prze.. przestać.. Zaciąłem.. się.. Nieeee…
Nasz kochany Remus jakoś się podniósł a raczej po kilku nieudanych próbach zdecydował się podczołgać do MacGonagall i zabrał leżące pod jej krzesłem magiczne patyczki. Nagle coś szarego przebiegło w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą leżały różdżki. Remulus machnął jedną z nich od niechcenia (choć na twarzy było widać ile wysiłku w to wkłada aby zatrzymać ręce i nie robić nimi okrągłych śladów w powietrzu) aby wreszcie zaczęły szorować za nas.
- Glizdek!- krzyknąłem ucieszony
- Już myśleliśmy, że nas zostawisz- powiedział Syriusz.
W momencie w którym Glizdogon podchodził do różdżki i chciał się zmienić, MacGonagall podskoczyła jak oparzona.
- Kto śmiał używać magii??- warknęłą.
Lunatyk korzystając z tego że jeszcze nie do końca psorka zdaje sobie sprawę z tego co się dzieje (no co było około 12 w nocy) odczarował zaklęciem niewerbalnym szczotki i podał je Glizdkowi żeby zaniósł na swoje miejsce (po powrocie będę musiał moją porządnie wyszorować)
- Pani profesor my tylko chcieliśmy się wyprostować- powiedział już w pionie Lunatyk. Mamusiu.. Jak on się dla nas poświęcał.. Jaki był dzielny.. Taki bohaterski.. Taki męski..  Kochany jest czyż nie prawda??
- Ktoś użył tu magii!!
- Może się Pani przyśniło??- zaproponował Syriusz
- Ja nie Spałam PANIE BLACK!!!!
- Tak.. Jasne.. to pewnie MI się przyśniło- odburknął tak aby go nie usłyszała.
- DO ROBOTY!!
Aż do końca czyszczenia, profesorka chodziła koło nas i pokazywała gdzie trzeba jeszcze poprawić.. To było okropne.. Do dormitorium mogliśmy się udać dopiero po godzinie 7:30.. Nadal nie mogliśmy się pozbyć odruchu szorowania powietrza. A wiecie co nam powiedziała MacGonagall na odchodne??
- Jeśli nie stawicie się dziś na jakiejś lekcji, powtórzycie szlaban. Tylko tym razem do posprzątania będzie składzik na miotły!
Wiecie jak tam jest?? Śmierdzi bardziej niż przedtem w Łazience jęczącej Marty..
Właśnie.. Marta.. Jęcząca Marta.. Zapomniałem o niej na śmierć (o ile tak można się w stosunku do NIEJ odezwać..) I nie ma co się dziwić.. Po skróceniu mam szlabanu przez MacGonagall zapomniałem o dawnych troskach. Zaczęło się tak..
Jak się tylko zjawiliśmy strasznie chichotała i
- James.. Jak Ci się żyje?? Ja nie żyję ale i tak jest mi ciężko- wciąż chichotała- Wiesz.. Dawno tu nie przychodziliście.. Ale tak się zmieniłeś.. Jesteś teraz taki.. dobrze zbudowany, umięśniony, a zarazem taki delikatny.. Po prostu.. YMMM… Wiesz.. Jak byś kiedyś zginął w czasie szlabanu, to do mojej kabiny zmieścimy się oboje.. yhyyy…- pokiwała gorliwie głową.
- Tak.. To już wiem jakich miejsc koniecznie unikać po śmierci- powiedziałem już trochę wkurzony… Kurcze.. Ona śmieje się bardziej na mój widok niż jedna czwartoklasistka z Huffelpufuu`u.. Co to ma być??
Po tym zaczęła jęczeć bardziej niż przed naszym przyjściem.
- Dzięki stary- powiedział sarkastycznie Syriusz- o niczym innym nie marzyłem jak o szlabanie w gnijącej łazience z jęczącą dziewczyną-widmo. Spełniasz WSZYSTKIE moje NAJBARDZIEJ UKRYTE marzenia.
Zmuszony byłem do uspokojenia jej. Niestety jedynym na to wyjściem było.. Spotkanie z nią.. Sam na sam.. potocznie nazywane randką. Masakra.. 2 godziny, które mógłbym spędzić z Lilką zostaną stracone przez „wiecznie młodą” Marte..
Gdy weszliśmy o godzinie 7:30 do PW (z ciągłym odruchem szorowania powietrza) usłyszeliśmy cichy śmiech. Ahh.. Ten śmiech  mógłbym rozpoznać wszędzie! Taki piękny i dźwięczny.
- Ahh.. Skarbie czekałaś na mnie całą noc? Nie trzeba było.. Jesteśmy cali i zdrowi. Nie musiałaś wylewać tylu wspaniałych łez.
- Potter puknij Ty się w łep!!
- Cukiereczku.. nie musiałaś mi ścielić łóżka. Wiesz.. Nie mogę iść spać.. Bo znów MacGonagall dałaby nam podobną karę.
- Potter!! Czy Ciebie pogięło??
- Tak kochanie.. Też bym chciał już pójść spać.. Ale nie musiałaś się tak martwić, mogłaś iść spokojnie spać. Poradziliśmy sobie.
- Zwariowałeś?? Czy Ty mnie w ogóle słuchasz?? – krzyknęła już poirytowana Lily
- Słoneczko moje.. Ciebie słyszę zawsze i wszędzie. Na przykład przed chwilką spytałaś mnie czy ja Cie słucham.
- TY……
Długi monolog Lilki przerwał głośny śmiech Dor i Ann.
- Z czego się śmiejecie??- warknął Łapka
- Z waszego szorowania- odpowiedziała czarnowłosa Dor
- Z jakiego szorowania??- powoli coraz bardziej się denerwował.
- Z szorowania powietrza!! – krzyknęła Dor wybuchając głośnym śmiechem.
- One chyba nigdy nie miały takiego szlabanu.. Nie widziały zapracowanych ludzi- jęknął Syriusz
Wszyscy wybuchli głośnym śmiechem. No.. Prawie.. Bo ja i Lilka nie.. Czyżby się o mnie martwiła czy tylko była aż tak zła??
- Co z Potter`em i Lilką??- spytała Ann gdy już się uspokoiła.
Nic.. Potter tylko potrzebuje psychiatry bardziej niż zazwyczaj- zaczął Łapcio
- A Lilka się o niego.. yy.. Martwi??- skończył Lunatyczek.
- Psychiatra mówisz??
- Tak- odpowiedział niepewnie Lunio
- No to mam plan- powiedziała Dor z dziwnym błyskiem w oku.
**************************************
Noo.. Wreszcie udało mi się tą notkę dokończyć przepisywać.. Za pierwszym razem przez przypadek wszystko skasowałam, a za drugim młodszy brat się o to zatroszczył więc w moim przypadku można powiedzieć że do 3 razy sztuka :))
Dedykuję tę notkę (trochę tego będzie :P) Mojej kochanej Dominiczce za te nocne telefony :)), .KlauDD. za ciekawe i przynoszące wenę e-maile :)), Zielonookiej że ma do mnie nerwy, Agilowi i Konikowi za ostatni spacer i fantazje o tańcu hula <hahaha> nie zdradzę ich szczegółów :PP i osobom z mojej klasy, za to że chce im się takie dziwactwo czytać :))
Pozdrawiam i dziękuję wszystkim.. :))

ps.

Zostałam nominowana przez Zielonooką do Kreativ Blogger
Bardzo dziękuje kochana, bardzo mile mnie zaskoczyłaś :))
I dziękuje tym którzy lubią mojego bloga i uważają że na tę nominację zasługuję :*******
Nominowała mnie
        Zielonooka (www.lilka-z-gryffindoru.blog.onet.pl)

Zasady:
1. Wstaw logo zabawy.
2. Podaj link osoby, która Cię wyróżniła.
3. Nominuj co najmniej 7 blogów.
4. Podaj „namiary” na blogi i powiadom autorów.

No więc nominuję:
1. Himmel (www.milosc-huncwotek.blog.onet.pl)
2. .KlauDD. (
www.zwariowany-swiat-panny-evans.blog.onet.pl)
3.
Etna_hp (www.byc-huncwotem.blog.onet.pl)
4. Katty (
www.whenmytimecomes.blog.onet.pl)
5.
Renesmee (www.zycie-lily-e.blog.onet.pl)
6. San (
www.jennifer-riddle.blog.onet.pl )
7. Cam. (
www.cameron-riddle.blog.onet.pl )
8. Morya (
www.lily-i-jej-przyjaciele.blog.onet.pl)
9.
Minerwa_ (www.spisane-noca.blog.onet.pl)

Hej.. Nie.. Złe przywitanie.. To może.. Witajcie kochani.. Nieee… To bardziej coś a`la Lunio.. a szarmanckie „co u was ślicznotki?”.. Nooo.. To jest dobre.. No to zaczynam..
- Cześć ślicznotki. Mówi wasz ukochany.. Tak wiem.. Nieładnie tak pożyczać od Potter`a notatnika bez pozwolenia ale tak bardzo mnie kusiło. Też chce być taki jak Syriusz i James.. yyy.. To znaczy.. Jestem Syriusz :) i nie mam najmniejszego zamiaru upodabniać się do Potter`a!! yy.. e.. Malutka czy ja Cię przypadkiem nie widziałem na obiedzie?? Ymmm.. Obiad.. był pyszny.. Taki wielki wybór.. Mówię wam.. Wielka sala jest prawie najlepszym miejscem w całym Hogwarcie. Nie śmiejcie się bo o prawda!! Prawie bo najlepszym miejscem jest kuch.. yyy.. Pokój Życzeń do którego zapraszać takie urocze panienki jak wy.. yy.. Nie gniewajcie się drodzy koledzy.. yy.. Po prostu jestem przystojniejszy.. Nie ma co ukrywać.. Wracając.. Nie zabrałem jeszcze tam żadnej dziewczyny bo one nie wiem czemu ale nie chcą.. Jest tam pełno skrzatów domowych, które tylko czekają na jakiś znak. Potter mi mówił, że dziewczyny lubią być traktowane jak księżniczki. To czemu one ze mna nie chcą iść do kuch.. yyy.. Pokoju Życzeń. Bo on jest niby taki fajny bo wyobraża się jakieś pomieszczenia albo miejsca i to wszystko się pojawia.. Nie wszystko.. JEDZENIE, pieniądze i takie inne się nie pojawiają.. Jest naprawdę superowy.. Mówię wam :) Już tyle dziewczyną się podobało że.. uu.. Widzę że jest peełnoo chętnych aby pójść ze mną późnym wieczorkiem do kuchni!! Będę chodził na randki!! Będę chodził na randki!! Znaczy.. yy.. No wiecie.. W tym roku szkolnym.. Bo byłem juz na tylu że aż się doliczyć nie mogę.. yy.. Wieczory mam praktycznie zawsze zajęte.. A wieczory nierozłącznie wiążą się z kolacjami. Powinny one być syte lecz lekkie, gdyż jak by były ciężko strawne śniły by się wam później koszmary lub w ogóle nie mogłybyście spać. To jest bardzo nieprzyjemne. Najlepiej na kolacje zjeść np. jogurcik absolutnie bez pieczywa. Tylko nie jeden. Bo umarłbym z głodu! W WS jem od 5 do 10. Można zmieniać smaki np. co 2 albo 3 serki. Aha.. I nie można zapomnieć o 7 jogurtach na drogę i co najmniej 3 tuż przed spaniem. Noc jest najlepszą porą aby odespać czas stracony (czyt. ten nie spędzony na jedzeniu). Po nocy nastaje wreszcie nowy dzień i oczywiście pora na nowy posiłek. Jest nim śniadanie. Piękne wręcz poetyczne słowo. Kocham śniadania. Są bardzo pożywne, a poza tym są podstawą żywieniową na cały dzień. Musi być wiec wielkie i syte. Szczególnie polecam: boczek, jajecznice, jajka na twardo, chleb z czekolada, bułeczkę z dżemem, mleko z płatkami czekoladowymi i zbożowymi (tak żeby zdrowiej było), a do tego jeszcze można dobrać różnorakie dodatki. Zależy to od tego co podadzą. Po tym są 4 lekcje i wreszcie 2 śniadanie. Jest ono równie bardzo ważne jak to pierwsze. Utrzymuje nas w jako takim nasyceniu po śniadaniu i to dzięki niemu przeżywamy resztę lekcji aż do obiadu. Polecam na nie jeść chleb z dżemami różnych smaków, czekoladą, masłem orzechowym oraz bułeczki z szyneczką i baleronem oraz można na dostawkę wypić kakao i zjeść płatki śniadaniowe. Po tych „x” lekcjach jest obiad. Jest on także bardzo ważny w codziennej porcji żywieniowej każdego człowieka. Najlepsze na ten czas jest zjeść: steki, frytki, ziemniaki, kotlety, mielone, spaghetti, owoce morza, surówki, puddingi i różne inne dodatki. Są tego tysiące i wszystko pyszniutkie. Po tym wartościowym jedzeniu, czasami od razu po, czasami po dłuugieej przerwie (trwającej około 2 godzin) jest podwieczorek. Mój ulubiony posiłek. Najsmaczniej spędzony czas. mmm.. desery, lody, ciasta, ciasteczka, pierniki, czekolady, cukierki, wafelki, wafle, bita śmietana, galaretki, kisiele, owoce..
- Peter!! Nie wiesz może gdzie jest mój notes i samopiszące pióro??- krzyczał James na cały PW tak że wystraszony Glizdek aż podskoczył.
- Upsss.. Trzeba Cię jakoś schować.. i oddać..
- To wiesz gdzie??- krzyknął James wpadając jednocześnie do dormitorium. Zobaczył Petera usilnie próbującego schować notes. Gdy spostrzegł Jamesa czerwony jak pomidor podszedł do niego i podał notesik.
- Znalazłem- powiedział zawstydzony.
- To super. dzięki- James uśmiechnął się Huncwocko- Następnym razem jak będziesz chciał pożyczyć to zapytaj.
- Czas szlabanu!! Czas szlabanu!!- biegał Remus dookoła PW i darł się jak opętany.
- Muusiimyy dzisiaj??- jęczał Syriusz
- Chcesz skończyć do końca TEGO tygodnia czy NIE??
- Ty to zawsze znajdziesz dziurę w całym- odburknął zawiedziony Łapcio.
*************************
Taka wena mnie naszła na wyjeździe.. Myślę że jest całkiem niezłe ale ocenę zostawiam wam. Dedykuje mojemu kochanemu tatusiowi za to że chciał mnie wziąć na taką cudną wycieczkę i jakoś udało mu się ze mną wytrzymać :) Pozdrawiam :)) :********

Nagle zza rogu wyszła Pani Norris, a zaraz za nią Filch.
- Upss- inteligentnie wymsknęło się Lunatykowi.
- Chyba wpadliśmy- zajęczałem.
- A mówiłem żeby wziąć pelerynę!- warknął zdenerwowany Syriusz.
Peter wyglądał jak posąg, jedyne co było ruchome to oczy, które śledziły każdy ruch Filcha.
- Co ja widzę- powiedział Filch pokazując swoje wszystkie ubytki w zębach- Nie uciekniecie przed karą!!
- Przed karą to nie.. Ale przed panem.. TAK!!- Krzyknął Syriusz i zaczęliśmy biec jak szaleni w kierunku Wieży Gryffindoru. Powiedzieliśmy w biegu hasło i wpadliśmy zdyszani do PW. Za obrazem można było usłyszeć krzyki Filcha, który wiedział, że nie zostanie wpuszczony przez Puszystą Damę bez hasła. W końcu to nie była pierwsza nasza taka ucieczka. Dopiero po chwili zorientowaliśmy się, że coś nas mało. Chwila, chwila.. Jest Syriusz.. Jest Lunatyk.. Ja jestem.. Jest.. Upss.. Glizdek chyba.. Nie.. On na pewno.. Ale..
- Filch Petera nie zauważył!!- krzyknął Syriusz i wybuchnął niepohamowanym śmiechem.
- Peter jest taki niepozorny czy taki sztywny??- zapytał z poważną miną Romulus po czym zaczął się śmiać.
Po jakiejś chwili do PW wszedł zadowolony Glizdek.  Oczy wyszły nam tak bardzo, że teraz dyndały tuż obok stup .. No może nie.. Ale byliśmy zdziwieni..
- Yyy.. To jak to zrobiłeś??- zapytał Syriusz.
- Co zrobiłem- zapytał udając zdziwienie.
- Jak to co??- spytał Remus- jak się wymigałeś??
- Nic nie zrobiłem. Jak zaczęliście uciekać Filch za wami pomknął mnie nie zauważając.
- Bo Ciebie ze strachu zamurowało- nabijał się Syriusz.
- Wcale nie! Ja wiedziałem, że tak będzie!- powiedział tak stanowczo, że aż sam sie zdziwił i spłonął rumieńcem.
- Ok.. Wyluzuj Glizdek..- rzekł Remulus uśmiechając się do niego- Dobry jesteś.. Po pierwszej psocie, zasłużony nie będziesz miał szlabanu..
- No w sumie to racja- odpowiedział wracając do swojego koloru.
- Ciekawe kiedy wpadnie tu wściekła…- zaczął Syriusz
- Potter, Black, Lupin do mojego gabinetu! JUŻ!!- jak na zapowiedź wpadła do MacGonagall w swoim czerwonym szlafroczku.
- No właśnie o nią mi chodziło- powiedział z uśmiechem od ucha do ucha.
- Syriuszu bądź tak miły i nie pokazuj tych krzywych i brudnych zębów- zaśmiałem sie do Syriusza.
- Bardzo śmieszne.. ha ha ha- odpowiedział i już pędził do dormitorium zapewne chcąc umyć zębiska gdy
- Nie uciekamy panie Black! Może przed panem Filchem się udało ale ja posiadam różdżkę. Do mojego gabinetu!- powiedziała stanowczo czekając przed tunelem.
- Coś Ci się chyba nie uda jej olśnić śnieżnobiałym uśmiechem- zaświergotałem i wystawiłem mu język.
Drogę do gabinetu przeszliśmy.. hmm.. milcząco bo przed nami szła psorka. Jednak po naszych twarzach błąkały się niewidoczne dla niej uśmiechy. Gdy tylko weszliśmy do jej gabinetu dostrzegliśmy kogoś w kącie. Było ciemno więc nie widzieliśmy kto to.
- Usiądźcie- powiedziała ale widząc, że już się rozgościliśmy zwróciła się do „kogoś”
- Podejdź tu i pokaż się kolegom- z kąta wyszedł nie kto inny jak zmieniony troszkę <??> Lucuś. Jego włosy stały dęba posklejane łajnobombami, a z twarzy nie chciał zejść ich kolor.
- Lunatyk coś Ty do tych łajnobomb dodał??- spytałem szeptem tłumiąc śmiech.
- Nie wiem.. Coś mi na eliksirach nie wyszło i dolałem- odpowiedział- przynajmniej wiemy, że klej wymyśliłem
Po tym już nie mogliśmy powstrzymać śmiechu i wybuchliśmy, na co MacGonagall podskoczyła.
- Chłopcy!! Uspokójcie się!! Nie ładnie tak śmiać się z kolegi!!
Jednak tego się nie dało powstrzymać.
- Tak?? To ja już wiem jaki będziecie mieli szlaban. Wiecie gdzie jest łazienka Jęczącej Marty??
- Tak wiemy- powiedział Remus
- Nie- krzyknąłem razem z Syriuszem.
- Tak- powiedziała- Macie wszyscy trzej wymyć całą tą łazienkę szczoteczkami do zębów łącznie z sedesami i umywalkami.
- Nie!- krzyknął Syriusz- Za taki malutki dowcip taka duża kara??
- Pan Malfoy nie może tego zmyć. Kara jest odpowiednia. Do końca tygodnia ma byc ta łazienka czysta. Dowidzenia panom.
Wyszliśmy z gabinetu i wybuchliśmy głośnym śmiechem.
- Malfoy nie może tego zmyć- powiedział uradowany Lunatyk.
- Tak.. I przez tydzień nie będziemy mieli na nic innego czasu niż na tą paskudna łazienkę- odpowiedział markotnie Syriusz.
- Zauważ plusy sytuacji. Malfoy przez ten czas będzie wyglądał jak duża łajnobomba, a to bardzo dobra nagroda- przypomniałem
- Masz rację. I czym ja się przejmuje??
****************************
Notka nie podoba mi się aż tak bardzo.. Ale jest.. Dedykuję Himmel za wszystko co mi napisała i za miłe rozmowy, .KlauDD. za to że jest i moim kochanym Dominice i Dagmarce za wspaniałą imprezę na którą miałam zaszczyt iść.. Kocham was kochane :***

- Jesteś genialny Lunatyk!!- krzyknąłem
- Teraz pozostaje tylko zorganizować materiały- odpowiedział- To Glizdek z Łapą idą obczaić miejsce zbrodni a ja z Rogatym idę do biblioteki po potrzebne zaklęcia..
- ZNOWU?!- krzyknąłem i schowałem się za kanapą- Ja nie ce- powiedziałem jak małe dziecko ssąc palec.
Wtedy stało się coś niesamowitego. W naszym kierunku szła najpiękniejsza z istot żyjących na ziemi. Jej piękne długie włosy powiewały w rytm jej delikatnych kroków. Ale.. Czemu ona popatrzyła na mnie z politowaniem?? Aaaa!! Ale ze mnie głupek!! Zamiast stanąć prosto i udawać że jej nie widzę aby starała się zwrócić moja uwagę to ja siedzę z nogami rozkraczonymi i ślinie się na jej widok.. Yyyyy.. Trzeba to jakoś naprawić.. Natychmiast się wyprostuje i otrę rękawem zaślinioną brodę..
- Cześć Skarbie- powiedziałem szarmancko
- Witam ślinianko- odpowiedziała Rudowłosa.. Ahhh.. Jaki ona ma cuuudooownyyy głos. Jest jak melodia dla moich uszu. Jej cudowne czerwone usteczka rozchyliły się pokazując jej śliczne białe troszkę nierówne ząbki. Ahhh.. Jak ona się pięknie śmieje.. Ale z czego.. Chwila, chwila.. Czy ona nazwała mnie ŚLINANKĄ?? JAK MOGŁA!?!?!?

- Ja do Ciebie z sercem, a Ty mi nóż w plecy- rzekłem mej lubej z wyrzutem
- Ale Ty masz zapłon Potter!! Normalnie SZOK!!
Ona nie wie co czyni.. Ja wiem że ona mnie kocha mimo że nawet ona stara się to ukryć.. No cóż.. Jak ją kocham to poczekam, a kocham ją kosmicznie.. Nasza miłość wzorem dla wielu innych pokoleń, nie będzie czarodzieja który nie będzie znał naszej historii, będziemy sławni dzięki temu pięknemu uczuciu!
- Potter!! Jesteś idiotą!! NASZA MIŁOŚĆ?? CHYBA UROJONA!!

CO!?! A ona skąd wie??
- Ten notes głąbie nie jest zastrzeżony i.. całkiem fajnie się z niego czyta- powiedziała Ruda z uśmieszkiem
- Co?? Notes?? NOTES?? REMULUS!! ZABIJE CIE!! DLACZEGO TEGO NIE ZABLOKOWAŁEŚ?? ZGINIESZ MARNIE!!

Już wszyscy w PW turlali się ze śmiechu.
- A skąd ONI wiedzą??- spytałem z paniką w głosie
- Booo… Lily w czasie Twojego „myślenia” czytała to na głos- odpowiedział bliski płaczu <ze śmiechu oczywiście> Peter
- To dlatego słyszałem jej piękny głos w czasie kombinowania??- spytałem rozmarzonym głosem- TO  NIE FAIR!!- tupnąłem nogą, skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej i zrobiłem obrażoną minę. Niech teraz Lily przeprasza!! To wszystko przez nią!!
- Potter ma zwieche- krzyknął ktoś z tłumu zgromadzonego wokół tej sceny
- Evans pocałuj go na przeprosiny- krzyknął ktoś inny
Twarz mojej kochanej zlewała się z włosami.. Ahh.. jak ona się pięknie rumieni.. I jak słodko wygląda gdy się wstydzi..
- Całus by WSZYTSKO zmienił na lepsze- powiedziałem z Huncwockim uśmiechem.
- Widzę że już Ci się humor poprawił więc mój całus już niepotrzebny- powiedziała dalej czerwona Lilka po czym odwróciła się i poszła w kierunku dormitorium
- Znów Ci nie wyszło Potter- zaśmiał się Syriusz doskonale udając Lily
- Ale uda mi się.. I to już niedługo
- Wiemy stary, wiemy- powiedział Lunio- mówisz to już od początku 2 klasy

                      * Lochy *
Jesteśmy właśnie na korytarzu prowadzącym do dormitorium Slyrerinu. Wszystko już przygotowane i czekamy na ofiarę.. Oby to był Smark, oby to był SMARK.. Nagle zza rogu wyszedł Lucuś Malfoy. On też może być he he.. :) .. Jeszcze tylko 3… 2… 1… i właśnie wszedł na przygotowane przez nas 4 kamienie, które zaczęły się unosić i kręcić. Zdziwiony Lucek rozglądał się za sprawcami jego nieszczęścia. Gdy kamienie przeniosły go już na sam środek korytarza, wystrzeliła łajnobomba lądując na jego „zadbanej” buzi. Po tym kamienie znów zaczęły kręcić Malfoyem i ustawiły go wprost idealnie żeby dostał kolejną łajnobombą w to samo miejsce. Kamienie znów wirowały a Ślizgon był już zielony na twarzy (nie licząc brązowej mazi <??>) . Zatrzymał się i ku jego nieszczęściu wpadła na niego 3 łajnobomba która trochę zeszła z kursu i walała go w brzuch <szkoda ze nie niżej nie?? :P> . Kamienie kolejny znowu zaczęły wirować a po zatrzymaniu na ulizane włoski Lucusia spadła kolejna podwójna łajnobomba. Po tych wszystkich obrotach i wygibasach płytki nagle zniknęły i pojawiły się jak gdyby nigdy nic na swoim miejscu a biedak <??> spadł bezwładnie na ziemie. Zaczął wszędzie rzucać zaklęciami. Jednak nie mógł nas dosięgnąć. Wycofaliśmy się w głąb tajemniczego korytarza, by już po chwili wybuchnąć głośnym powstrzymywanym już od zobaczenia Malfoya śmiechem. Ruszyliśmy raźnym krokiem swoją kryjówką i wyszliśmy niezauważeni tuż obok WS ( Wielkiej Sali). Była zamknięta wiec..
- Alohomora- powiedział półszeptem Remus.
Popchnęliśmy drzwi i weszliśmy do środka.. Hmmm.. już po dziesiątej.. Szkoda że nie wziąłem peleryny niewidki.. Przydałaby się jak zobaczylibyśmy Filcha..
- Nie sądzicie że trzeba przywitać nowy rok po Huncwocku- zapytałem
- No jasne że trzeba- pisnął uradowany Peter
- A co powiecie na.. – zaczął Syriusz
- Transparent??- dokończył za niego Remulus
Popatrzyli na siebie i zachichotali
- Do dzieła- powiedział Glizdek
- Transparentus Huncwotus*- krzyknął Lunio
Natychmiast po tych słowach nad stołem nauczycielskim ukazał się pożółkły pergamin transparentu z zmieniającym kolor napisem: ” Panowie Lunatyk, Łapa, Glizdogon i Rogacz witają Państwo w nowym roku szkolnym i zapewniają że będzie on niezapomniany”
Popatrzyliśmy na dumnego jak paw Lunatyka z uznaniem i lekkim zdziwieniem – nie wiedzieliśmy ze zna TAKIE zaklęcia..
- No co?? Planowałem to od jakiegoś czasu i ułożyłem zaklęcie- powiedział z Huncwockim uśmiechem
- Ten jedyny raz Ci darujemy- powiedział rozbawiony Syriusz
Po tej wymianie zdań wyszliśmy z WS i udaliśmy się w kierunku PW. Nagle zza rogu wyskoczyła Pani Norris a za nią Filch
**********************
Notkę dedykuję kochanej
 .KlauDD. za to że jest :))                                          
 Zielonookiej za to że ma dla mnie czas
 Domce za to że ją kocham
 Dori za to że chciało jej sie to przeczytać
 oraz Monice i Deidari żeby im się ta nocia tez podobała :))

              * Biblioteka *
-Luuuuunaaatyyyk… Lunioo.. Remuuuluuuskuuu..- od przyjścia nudziłem się jak mops- długo jeszcze masz zamiar tu siedzieć?? Nie mam co robić.. No zlituj się nade mną.. !!
- Zakład to zakład Jamesie Potterze- odpowiedział poważnym tonem- może zamiast się nudzić to skorzystasz i odrobisz zadania lub pouczysz się?? Zawsze się może przydać bo..
- Przestań nudzić.. Normalnie jak bym słuchał MacGonagall !!
Bibliotekarka popatrzyła na nas jak byśmy jej skarpetką rodzinę wybili i zniknęła za regałem.
A właśnie.. ja wam muszę wytłumaczyć o jaki zakład chodzi.. Bo jesteście zimni jak stopy Syriusza.. Nie ważcie się mi to przypominać ale opowiem to wam żeby nie było że coś przed wami ukrywam bo co to, to nie!! Opowiem wam to mimo mojej wielkiej trałmy.. No więc dziś w czasie pięknego snu, w którym Lily mi się oświadczała (czy to nie słodkie??) przy jeziorze na Hogwarckich błoniach i BŁAGAŁA NA KOLANACH żebym się zgodził, jednak w tym samym czasie kochany Syriusz ubzdurał sobie, że czas mojego spania nadszedł końca i postanowił mnie obudzić idiota jeden!! A wiecie w jaki sposób?? No w tym rzecz!! Swoimi brudnymi, śmierdzącymi i zimnymi stopami dotknął mojej TWARZY!!
FUUUUJJ!!! BLEEE!! MUSIAŁEM SIE MYĆ (CO JA GADAM SZOROWAĆ ) PUMEKSEM GODZINE!! BLE!! Ani mi się ważcie to wypominać .. Jak raz to przeżyłem to styknie.. Wracając do zakładu.. W czasie grania w szachy czarodzieji założyłem się z Remulusiem że jeżeli on wygra to ja siedzę z nim w BIBLIOTECE (BLEE) dopóki nie odrobi zadań, za to jeśli JA wygram to on przekona Lily, żeby poszła ze mną na randkę do Hogsmeid (ta wiem że źle napisałam ale nie mam czasu sprawdzać jak to się pisało.. dop. autorki) Już planowałem jak poproszę o jej rękę, jak ona rzuca mi się na szyje cała rozpromieniona i krzyczy na całe miasto: „TAK, JAMES TAK!!” po czym zaczyna mnie namiętnie całować.. Mmmmm… No.. ale wygrał Remus..
- Już Cię nie kocham- powiedziałem cicho do Remulusa
- Co tam bełkoczesz??
- Nic, nic Remulusku.. A.. kiedy kończysz??- zapytałem z Huncwockim uśmiechem
- Jeszcze tylko kilka linijek eseju dla MacGonagall i jesteśmy wolni
-3.. 2.. 1.. i.. JEST!!- wydarłem się na całą bibliotekę- JESTEM WOOOOOLNYYY!!!
w tej chwili wyrosła jak z sufitu <??> bibliotekarka i zapełniła krzykami kolejne pięć minut z naszego pięknego życia. Na koniec wyrzuciła nas z biblioteki.. Automatycznie wybuchliśmy niekontrolowanym śmiechem
- I było się tak drzeć idioto?!- zapytał dławiąc się ze śmiechu mój kochany Lunio ( tak.. wiem że powiedziałem w bibliotece że go nie kocham ale to było pod wpływem trałmy jakim jest długotrwałe przebywanie w bibliotece)
- Trzeba wymyślić jakiś dowcip bo za długo się kształciłem
- Kształciłeś?? Chyba NUDZIŁEŚ!!
- To też
- Wiesz gdzie jest reszta chłopaków??
- Łapa pewnie znowu się maca z jakąś panienką, a Glizdek jest albo w drodze do kuchni albo właśnie z niej wraca
        * Pokój wspólny Gryffindoru *
Gdy tylko weszliśmy popatrzyłem na naszą ulubiona kanapę. Była cała obrzucona słodyczami spod których raz za czas było widać gruba rączkę sięgającą po coraz to nowego łakocia. W chwili pochwycenia celu ręka znów znikała za kupa słodyczy by po chwili móc znowu się pokazać i porwać nową rzecz. Wiedzieliśmy kto tam siedzi.. Szliśmy w jego kierunku cicho chichocząc. Obszedłem kanapę tak że byłem tuz obok ucha nic nie spodziewającego się chłopca

- JUŻ WRÓCILIŚMY GLIZDOGONIE!!
Biedny ze strachu podskoczył tak że o mało nie przy dzwonił w sufit i rozsypał po całym PW wszystkie poukładane na kanapie słodycze. Gdy spadał z powrotem dało się słyszeć
- A było mi tak dobrze, TYYLEE słodyczy.. Tyle je starannie układałem
Glizdoonowi widać pogorszył się humor
- Sorry stary ale nie mogłem się powstrzymać- powiedziałem śmiejąc sie do rozruchu. Machnąłem różdżka i znów wszystkie słodycze wróciły na swoje miejsce.
- Zastanawialiśmy sie gdzie jest Syriusz.. Nie wiesz może?- zapytał Lunatyk.
- nie mam pojęci! Zajęty jestem nie widać??- odpowiedział urażonym tonem
- Twoje zajęcie widać, Ciebie NIE w tym kłopot – odparłem- trzeba pomyśleć o nowym dowcipie.. nuuudnooo w tej budzie bez nich.. a juz dawno nic nie zbroiliśmy..
- Bo były wakacje- wtrącił się Peter
- Wiem- warknąłem- ale cały wrzesień zleciał a my nic nie wyrządziliśmy na złość ani dyrektorowi ani nauczycielom
- A Smarkowi??
- Co jeszcze jemu nie?? JESTESMY BEZNADZIEJNI
- Spokojnie- wpadł do PW Syriusz – wszystko nadrobimy- powiedział
- Tak?? A masz plan geniuszu?? – Zapytałem kłaniając mu się na żarty
- Nooo.. w sumie.. to nie..
Westchnąłem ciężko i opadłem na kanapę pełna słodyczy na co Glizdogon pisnął i zrzucił mnie ze swojego skarbu. Popatrzyłem na niego z wyrzutem na co on odburknął
- Nie chce aby były zmiażdżone bo wtedy mi mniej smakują
- Tak.. To rzeczywiście powód żebym miał obtłuczony tyłek!!
- Przepraszam- powiedział ze wzrokiem wbitym w buty które nagle zaczęły go strasznie interesować- to taki odruch
Syriusz wybuchnął głośnym i niekontrolowanym śmiechem po czym przyłączyłem się do niego.
- ODRUCH?? Może jeszcze powiesz że obronny?? Voldemort Cię atakuje a Ty pierwsze co robisz to zabierasz swoje słodycze aby je bronić
Znów parsknęliśmy śmiechem lecz tym razem Remus i Peter się do nas dołączyli
- Może w końcu wymyślimy ten kawał bo Potter przeżywał trałmę przebywania w bibliotece dłużej niż 5 minut, a Peter ma dziwne odruchy.. GO!! Czas coś zrobić!!
- Tylko problem w tym.. CO??
- No właśnie, a teraz burza mózgów moi kochani- powiedział Remus doskonale udając nauczycielkę od Opieki nad Magicznymi Stworzeniami profesor Greind
Wszyscy zachichotali
- DO ROBOTY LENIE- Syriusz się wydarł jak głupi
Po piętnastu minutach które dla mnie trwały wieczność wreszcie odezwał się nasz kochany Remus
- No to zrobimy tak..
*******************
Notka pisana na chemii, historii i na przerwie przed matmą.. Mam nadzieje że się podoba.. Pozdrawiam.. :))


  • RSS